Toyota Klub
.: GARAŻ :. => Terenowe => RAV-4 => Wątek zaczęty przez: Miszel w 23 Października 2021, 22:15:06
-
Witam
W Toyocie żony RAV4 drugiej generacji beznzyna 2.0 VVTi zwariował licznik. Pomimo jazdy z mniej więcej jednakową prędkością - powiedzmy 60mk/h, wskazówka prędkościomierza falowała na bardzo dużym zakresie w granicach powiedzmy 30-100km to wzrastając to opadając. Aktualnie podobno całkowicie "zdechła" i w czasie jazdy leży na 0. Wcześniej licznik pracował normalnie. Z autem nic się nie działo - zwykła jazda po mieście bez obciążenia. Jeden dzień licznik wariował, następnego dnia już przestał wstawać. Wcześniej żona narzekała tylko wskazania paliwa, że są bardzo nieprecyzyjne - wskazówka długo się trzyma wysoko, a później nagle spada prawie na rezerwę przez co żona miała utrudnioną kontrolę stanu paliwa.
Jutro może podłączę go auto pod kompa i sprawdzę czy są jakieś błędy. Miał ktoś podobny problem? Od czego rozpocząć sprawdzanie? Padnięty licznik, impulsator? Jakieś bezpieczniki - jeżeli tak to które? :|
-
Ponad setka wyświetleń i zero pomysłów?? :( Pomaga ktoś na tym forum?
Dzisiaj podłączyłem auto pod kompa - żadnych błędów powiązanych z obrotami. Jedynie znane mi wcześniej błędy od sondy lambda. Obrotomierz tak jak pisałem wcześniej umarł całkowicie i w czasie jazdy wskazówka leży na 0. Pozostałe funkcje licznika działają normalnie.
-
Może nikt z aktualnych użytkowników 2 gen nie miał takiej awarii ?
Zegary i czujnik prędkości do 2 gen widzę że są dostępne więc może metodą prób i błędów.
-
Metoda prób i błędów raczej nie jest rozsądnym rozwiązaniem - szkoda czasu i kasy. Już tak walczyłem z naprawą Check engine z sondy lombda. Wymieniłem sondę na oryginalną używkę, później na nowy zamiennik od Bosch-a, przetestowałem też 3 przejściówki do sondy mające oszukać wynik. Straciłem kupę czasu i kilkaset złotych, a Check engine jak był tak jest do dzisiaj. Naprawa skończyła się zaklejeniem kontrolki od Checka czarną taśmą izolacyjną wewnątrz licznika, żeby nie był widoczny i się na przeglądach nie czepiali. Auto jeździ tak już ze 3 lata bez problemów, a "naprawa" docelowa kosztowała może 10gr co robi różnicę względem 200-300zł wydanych na marne bez efektu, nie mówiąc już o czasie spędzonym pod autem. Wolałbym tą kasę wydać na pewną i sprawdzoną naprawę niż eksperymentować, a tak stwierdziłem, że szkoda iść dalej w koszta skoro auto działa normalnie i zostało jak zostało po minimalnym koszcie finalnym + wydatki na marne.
Także w świetle powyższego wolałbym podejść do tematu profesjonalnie. Zweryfikować i wykluczyć usterki danego elementu na podstawie pomiarów miernikiem, wiedzy osób oblatanych w temacie, czy innego sprawdzonego sposobu weryfikacji.