Toyota Klub
.: GARAŻ :. => Carina => Wątek zaczęty przez: geralt5 w 08 Stycznia 2026, 22:06:07
-
Witam wszystkich.
Od października/listopada mam problem z pompą wspomagania u siebie. Biorą pod uwagę fakt iż do tej pory cały czas siedział tam prawie 30-sto letni oryginał - nic w tym dziwnego. I tak długo wytrzymał.
W listopadzie zakupiłem nową. Udało mi się jeszcze znaleźć nowy zamiennik od Meyle, więc zadowolony założyłem iż będzie to prosta akcja wymiany starej na nową. Zostawiłem samochód w warsztacie. Okazało się, że jest z tym trochę więcej roboty niż sądziłem, bo musieli lekko unieść silnik aby wymontować/zamontować pompy, ale nic niepokojącego. Kiedy wróciłem odebrać samochód okazało się, że pasek od wspomagania się trochę ślizga/piszczy. Wyregulowano go i miałem jeszcze za parę dni przyjechać na sprawdzenie.
I faktycznie - po tych paru dniach okazało się, że dalej coś piszczy/ślizga się/daje metaliczny odgłos w trakcie pracy. Dodatkowo jak robiło się chłodniej (mróz poniżej 0 stopni C), to pompa znowu zaczynała ciężej chodzić, a przecież była nowa. Pojechałem na sprawdzenie/regulację, jednak po paru kolejnych dniach okazało się, że problem nie ustąpił. Pompa dalej ciężko chodzi jak jest mróz (zanim się wszystko rozgrzeje) i cały czas dochodzi metaliczny dźwięk przy dodawaniu gazu, który mocno mnie niepokoi.
Padła diagnoza, że prawdopodobnie koło pasowe w tym zamienniku od Meyle jest odrobine głębiej posadowione niż koło pasowe wcześniej zamontowanego oryginału (niedokładność producenta jak zakładam) i faktycznie, jak się spojrzy od góry, szczególnie w trakcie pracy jak pasek się obraca, to jest wrażenie, że oś pracy paska zamiast iść prosto - skręca (w jednej osi są ustawione jeszcze koła pasowe od pompy wody i alternatora). Znalazłem w grudniu warsztat, który podejmie się próby nasadzenia w/w koła wzorując się na oryginalnej pompie, aby wszystko było jak przed wymianą, jednak święta, urlopy i inne takie zmusiły mnie do czekania. W przyszłym tygodniu mam umówioną wizytę (maja wyjąć zamiennik, który ciągle jest na chodzie w samochodzie) i porównać go z oryginałem, i dostosować na tej podstawie głębokość osadzenia koła pasowego nowej pompy.
I teraz pytanie do Was - czy ktoś miał kiedyś podobną sytuacje tzn. wymieniał pompę na zamiennik, a potem miał problemy podobne do tych, które opisałem wcześniej? Mam nadzieję, że w przyszłym tygodniu wyjaśnię u siebie tą całą sytuację, natomiast w między czasie chciałem zapytać czy ktoś może kiedyś natknął się u siebie na podobny problem. Samochód to Carina e 1.6 benzyna 4A-FE.
-
Trochę czasu minęło i pora na update. A więc po kolei.
W połowie stycznia zawiozłem starą, oryginalną pompę na wzór (do dokonania pomiaru) oraz nowy zamiennik od Meyle (na przeróbkę) do wcześniej wspomnianego warsztatu. Wszystko poszło sprawnie. Następnego dnia odebrałem poprawioną pompę Meyle (faktycznie - różnica w głębokości nasadzenia koła pasowego w oryginale i zamienniku była widoczna gołym okiem - dobrych kilka milimetrów różnicy). Zawiozłem do drugiego warsztatu, gdzie robiłem samochód. Wymiana poszła sprawnie. Nowy płyn, pasek został stary (wymieniany w kwietniu 2025 r.). Sprawdzenie całości i wszystko wyglądało dobrze. Metaliczny dźwięk ustał. Pompa zdawała się pracować normalnie.
Następnie nastały lutowe mrozy i szczególnie z rana dawało się odczuć na zimnym silniku, że dalej coś ciężko chodzi, ale nie było słychać tego metalicznego dźwięku podczas dodawania gazu, a po paru przejechanych km wszystko zaczynało ładnie pracować, więc stanęło na tym, że to zapewne mrozy (nieraz -15 stopni) i jak się zrobi cieplej, to nie będzie oporu nawet z rana przy rozruchu.
I dochodzimy do obecnej chwili - czyli ok. 2 tydzień użytkowania od momentu jak faktycznie się ociepliło. Jeżdżę już drugi tydzień i znowu pojawia się opór przy skręcaniu. Najpierw ustępował po pary km rozruchu, ale dziś np. przejechałem ze 100 km i nawet na rozgrzanym silniku czuć było, że coś nie działa poprawnie (za duży opór, a potem takie jakby skokowe odpuszczanie przy kręceniu). Słowem - jest inaczej niż było wcześniej, ale nadal jest źle. Pewne objawy ustąpiły, a pojawiły się kolejne.
I teraz dochodzimy do sedna. Czy ma ktoś może pomysł co jeszcze może być nie tak? Czy dalej kombinować z pompą czy szukać przyczyn gdzie indziej (maglownica, krzyżak etc.) ? Niedługo znowu wybieram się do warsztatu na sprawdzenie, ale może ktoś obyty w temacie się wypowie, bo ja już szczerze mówiąc jestem trochę w kropce.
Jeżeli dalej temat samej pompy to na ten moment jedyne co jest dostępne to albo regenerowany oryginał (widziałem za ok. 900 zł, a więc sporo), nieznanego stanu używany oryginał (są dostępne po ok. 200 zł) lub no-name-owy zamiennik dedykowany do Avki T22 z lat '97-2000 (wygląda tak samo, do tego samego silnika, więc powinien pasować) w cenie niespełna 300 zł. Czyli żadnej solidnej opcji nie ma, a do tego niektóre są dość kosztowne.
Jeżeli natomiast to nie pompa, to na co jeszcze zwrócić uwagę? Będę wdzięczny za sugestie, jeżeli ktoś kiedyś przerabiał podobny temat.
-
Od października/listopada mam problem z pompą wspomagania u siebie
Skąd założenie od początku że to wina pompy?
-
Chodzi o pierwotny problem z października/listopada kiedy zacząłem cały proces (i co mnie ku temu popchnęło) czy o obecną sytuację?
Tak jak napisałem w poprzednim poście - teraz to już sam nie wiem co jest przyczyną tych problemów (po wymianie i przeróbce nowego zamiennika) i chciałbym ustalić czy to dalej wina pompy czy np. maglownica albo jakiś krzyżak. Chodzi o skokowość pracy samej kierownicy przy mocniejszym skręcaniu np. na parkingu lub jakimś małym rondku. Jak zaczynam skręt to kierownica stawia dość wyraźny opór (na zimnym jak i rozgrzanym samochodzie jest już podobnie), a potem wraz z wchodzeniem samochodu w zakręt i prostowaniu - skokowo odpuszcza (nie czuć płynności ruchu obrotowego jeżeli mogę to tak opisać). Jest to dla mnie dość dziwne i nietypowe zachowanie, czasami nawet dość męczące i niebezpieczne, bo mam wrażenie, że nie mam 100% kontroli nad skrętem i jego płynnością.
Dlatego też pytanie do Was - na co jeszcze zwrócić uwagę, bo w przyszłym tyg. spróbuję wybrać się z tym tematem ponownie do warsztatu i chciałem się jakoś przygotować. Nie chcę niczego robić w ciemno. Może macie jakieś pomysły co i jak można by sprawdzić, aby znaleźć winowajcę.
-
Chodzi o pierwotny problem - czy ciekła, czy wyła, czy ciężko się skręcało?
Dlaczego wybór padł na pompę a nie np. maglownicę?
Czy maglownica jest oryginalna?
-
Pierwotny problem był taki, że zaczęła ciężej chodzi i przede wszystkim wyć przy skręcaniu, a że był to przełom października i listopada, wszystko wskazywało na pompę i jej narastające niedomaganie wraz z coraz niższą temperaturą (co jest ponoć normalne, że tego typu objawy nasilają się zimą).
Latem nie było z nią żadnych problemów, ale być może przedobrzyłem wiosną 2025, kiedy to wraz z wymianą paska pokusiłem się na wymianę płynu w układzie (za mojego wtedy 7-letniego posiadania samochodu była to pierwsza wymiana, a nie wykluczone, że nigdy wcześniej nie był ten temat ruszany, bo np. filtr paliwa do dziś mam oryginalny).
I tak na jesień (po przejechaniu w tym czasie jakiś 4000-5000 km na nowym płynie) zaczęły się w/w problemy. Nie wiem czy wymiana płynu faktycznie zaszkodziła, jest to tylko spekulacja w tym momencie. Być może i tak praca pompy uległa by pogorszeniu nawet bez tego (na skutek zużycia i wieku).
Fakty są takie, że w grudniu 2025 kiedy zaczęły się problemy z zamiennikiem, zawiozłem oryginał do sprawdzenia, bo chciałem zobaczyć, czy da radę go zregenerować. No i tam na stole okazało się, że pompa jeszcze działa, ale już dogorywa i nic z tym nie da rady zrobić. Z 72 deklarowanych barów wyszło im niecałe 60 i powiedziano mi, że można na tym jeszcze jeździć, ale regenerować już nie, więc nie widziałem sensu wkładać jej z powrotem "na chwilę" aby dokonała żywota, a potem i tak wymiana na coś innego, tylko robiłem od razu ten zamiennik Meyle. Stąd miałem potwierdzenie, że pompy nie wymieniłem nadaremnie, tylko pytanie czy coś dalej w układzie nie poszło czy to znowu z tym zamiennikiem jest coś nie teges.
Starą pompę cały czas trzymam (na wszelki wypadek).
Maglownica z tego co wiem jest oryginalna. Ja jej nigdy nie ruszałem i poprzedni właściciel chyba również, bo jak kupowałem samochód od starszego pana to m. in. z myślą o tym, że sporo elementów było tam ori (np. wydech i bębny na tyle miałem oryginalne i dopiero po 28-latach wymieniłem na coś innego - czyli sam jeszcze 6 lat na tym jeździłem).
-
Ja bym obstawiał zębatkę albo łożyska w maglownicy, zwłaszcza że napisałeś o skokowym odpuszczaniu przy kręceniu. Problem jest, że nie da się tego zdiagnozować z zewnątrz jeśli nie ma żadnych wycieków.
-
Czyli jak podniosą samochód i znajdą wyciek na przekładni wówczas można podążać tym tropem co napisałeś? Czy gdyby to było to - takie coś się regeneruje (wymienia zębatkę lub łożysko na nowe) czy wymienia się całą maglownicę z tego powodu? Pytam trochę na zapas, bo mi też magiel po głowie chodził i z tego co sprawdzałem, to można dostać jeszcze zamienniki, ale znowu nie są to jakieś super produkty (bodajże NTY widziałem w cenie ok. 600 zł i Lauber ponad 1200 zł), a po przebojach z pompom mam pewne obawy.
Dziś jeszcze jak przez telefon umawiałem wizytę na przyszły tydzień padł temat krzyżaka, że być może to również winowajca i , że to też można by sprawdzić. Co o tym sądzisz?
-
Jak wyciek to na pewno i tak trzeba naprawić, ale może być problem też bez wycieku. Niestety to drugie można ocenić dopiero po wyjęciu magla.
Lepiej regenerować jeśli się da i są dostępne oryginalne części do regeneracji. Regeneracja na zamiennikach to w sumie to samo co kupno całego zamiennika jeśli chodzi o jakość, a więcej roboty.
NTY to chińszczyzna najgorszego sortu. Lauber spoko.
Objawem krzyżaka byłyby stuki i/lub luz, więc raczej nie.
-
Czyli gdyby nic powierzchownego nie było widoczne na przekładni (wyciek) , a w pozostałych kwestiach odrzucone drogą eliminacji zostałyby usterki pompy, krzyżaka etc. wówczas jedyne co pozostaje to zdjąć magiel i zobaczyć co tam się dzieje. Pytam dla pewności, czy dobrze zrozumiałem, bo jak się domyślam to już jest grubsza robota (regeneracja lub wymiana) + do tego dochodzi chyba jeszcze cała geometria na nowo, jeżeli się nie mylę.
To jeszcze takie pytanie, bo widzę, że sporo wiesz w temacie, a jeżeli faktycznie padnie na przekładnię to muszę najpierw na 100% wykluczyć pozostałe elementy. Czy na coś konkretnego zwrócić uwagę przy sprawdzaniu pompy, tak żeby na 100% stwierdzić czy działa dobrze, czy też powoduje jakiś jeszcze problem?
-
To skokowe odpuszczanie kierownicy wskazuje na magiel. Jest też małe prawdopodobieństwo, że obie pompy są złe.
Z zamiennikami pomp jest jak z alternatorami - generalnie kiepska jakość i nie ma co oczekiwać, że nie będzie wyła, ale nie powinno być takich skokowych problemów.
Magiel to jest trochę roboty i przy okazji można też zmienić drążki kierownicze wewnętrzne. Geometria na 100% do zrobienia.
-
Dzięki za kilka konkretnych informacji w tym temacie. W środę zaczynam zabawę i zobaczymy co wyjdzie. Jeżeli faktycznie uda się wykluczyć pompę, to prawdopodobnie tak jak piszesz - będzie magiel do zrobienia. Chodziło mi to też po głowie od jakiegoś czasu i trochę się tego obawiałem, no ale ja mus - to mus. Zakładając, że to oryginał nieruszany jeszcze, to na 30 lat i 247 000 km to i tak chyba nie można mieć do niego zastrzeżeń, że może mieć już dość.
A orientujesz się może na ile można liczyć tak +/- (lata/kilometry) ile wytrzymać powinien taki Lauber (w przypadku wymiany) lub dobrze zrobiona regeneracja tego co mam? Czy w obu przypadkach można zakładać więcej niż np. 2 lata (bo pewnie tyle daje producent nowej przekładni)?
Wiadomo, że na kolejne 30 to się nie nastawiam, ale po tym jak mi zamiennik altka wytrzymał jedynie 3 lata/ 20 000 km to ciekawi mnie na co mogę realnie liczyć w obu przypadkach.
-
W Camry 95 miałem regenerowany magiel po 380k km na oryginalnych częściach i powiedzieli mi że ok. 100k km wytrzyma.
Póki co minęło 10 lat i 80k km i wszystko działa. Ważne, żeby to zrobił jakiś warsztat co się w tym specjalizuje.
-
No ja u siebie w mieście to narazie mam jeden taki, który wygląda dobrze (tam gdzie mi koło pasowe pompy przestawiali w styczniu). Od czterdziestu lat specjalizują się w naprawach przekładni do ciężkiego sprzętu rolniczego, więc w osobówkach też powinni sobie poradzić, tym bardziej, że właściciel mówił, że również zdarza im się floty miejskich samochodów serwisować w tym zakresie. No ale jak coś to oczywiście sprawdzę wszystkie opcje.
Chciałbym, aby to nie był magiel, ale coraz bardziej mi wszystko na to wskazuje. Mam wrażenie, że z dnia na dzień coraz toporniej to chodzi. A może dojść (oby nie) do np. zblokowania się kół w jakiejś pozycji i wtedy klops? Bo już jakieś większe jeżdżenie sobie na parę dni odpuszczę, dopóki tam nie zajrzymy, ale zastanawiam się czy po mieście, "wokół komina" można z tym jeździć.
-
Jak nie trzeba to nie ryzykować :)
-
Dzięki za wszystkie wskazówki. Dam znać w przyszłym tygodniu co udało się ustalić i jakie są rokowania.
A tak na koniec jeszcze tylko zapytam (bardziej teoretycznie, bo teraz tylko spekulować mogę na ten temat) - czy sądzisz, że ta wymiana płynu wspomagania w kwietniu 2025 r. mogła być początkiem końca tzn. że mogła przyczynić się do wystąpienia objawów pompy i ew. pójść dalej w układ? Chodzi mi o to, czy z płynem do wspomagania może być podobnie jak np. z gęstym, mineralnym olejem w samochodzie. Jak cały czas lejesz jakieś 10W40, a potem zrobił płukankę np. pełnym syntetykiem, to może powodować jakieś rozszczelnienia i tego typu historie tylko z powodu wypłukania samego nagaru? Tu też mowa o innej lepkości (do wspomagania zalali zgodnie ze specyfikacją, więc powinno być to co było), ale zastanawiam się czy ta "płukanka samym świeżym" za dużo starego syfu nie ruszyła, który poszedł dalej w układ i zaczęły się przygody. Czy w przypadku oleju przekładniowego to tak nie działa i są to czyste zużycia mechaniczne podzespołów pompy czy ew. magla?
-
Są teorie, żeby nie robić płukanek świeżym olejem, zwłaszcza w skrzynich biegów, ale ja w to nie wierzę.
To jest pudrowanie trupa, jeśli rzeczywiście coś jest nie tak.
Syf nie powinien się w ogóle tworzyć, a jak ktoś nie zmieniał oleju wcześniej to dolewanie/wymiana bez wyczyszczenia/płukanki to ryzykowanie, że jednak w końcu coś poważnego się stanie.
Jak wymieniałem w skrzyni po 200k km to po przepompowaniu 15 litrów jeszcze nie był idealny - co by mi dało spuszczenie i wlanie 2 litrów jakbym się obawiał płukanki? Kompletnie nic, kasa, czas stracony a olej i tak by był brudny...
Dobrze zrobiłeś z wymianą, jakby miało paść to i tak by padło i to w najmniej oczekiwanym momencie.
Naprawić, zmieniać olej regularnie i można spać spokojnie :)
-
Jutro ruszam do warsztatu i zobaczymy, bo apropos padania w najmniej odpowiednim momencie - dziś jak po południu do domu wracałem i parkowałem pod blokiem zgasł mi. Myślę - puściłem sprzęgło za szybko, czy co? No, ale nie. Przekręcam kluczykiem w stacyjce i nic. I tak już nie zapalił. Musiałem spychać na miejsce parkingowe, bo na drodze dojazdowej zgasł. Kompletnie nie mam pojęcia co się stało, bo najpierw to nawet rozrusznik nie chciał kręcić. Odłączyłem, podłączyłem z powrotem + do aku (taki reset) no to chociaż rozrusznik zaczął kręcić. Światło się świeci, prąd jest, ale dalej nie pali. Nawet centralka z pilota nie działa. Może pompa albo jakieś zwarcie w elektryce lub jakiś przekaźnik padł. Zobaczymy.
Tak więc jutro to najpierw muszę się "sholować" do warsztatu i zobaczyć co to takiego, ale potem mam zamiar dalej temat wspomagania pociągnąć.
A z tym płynem wspomagania (jak już wszystko ogarnę) - jaki interwał (lata/km) trzymać, jeżeli idzie o wymianę?
A co do oleju w skrzyni, to powiem tak. Ja u siebie (po zakupie) wymieniłem go, bo nie wiem kiedy wcześniej był ruszany, ale ponoć sprzęgło było jakieś 3 lata przed sprzedażą samochodu robione i możliwe, że wtedy. Książka podaje, że co 60 tys. km. I teraz też mam taką rozkminę, czy wymieniać go w tym lub następnym roku (bo akurat te 60 tys. dobiega końca) czy tak jak mi powiedziano w innym warsztacie (na przestrzeni kilka lat się przeprowadzałem w obrębie kilku miast i zmieniałem warsztaty - co miejsce to opinia inna), żeby tego w zasadzie już nie ruszać, no chyba, że np. przy okazji sprzęgła, bo jak jest i działa dobrze to zostawić (w sensie nie ma kłopotów ze skrzynią).
-
Ja się trzymam 60k km dla oleju w skrzyni i wspomagania - najlepiej zrobić razem to łatwiej pamiętać :)
-
Dzięki za wszystkie informacje. :-)
Zobaczę jak to u mnie się dalej potoczy, bo w piątek dopiero samochód z warsztatu odebrałem. Znowu problemy z zasilaniem, nie było kiedy zająć się wspomaganiem. Mam kolejny termin na za 2 tyg. umówiony - zobaczymy wtedy. Oby już nic więcej "po drodze" nie wyskoczyło.
-
Trochę czasu minęło od ostatniego wpisu, bo sytuacja okazała się być bardziej skomplikowana niż pierwotnie zakładałem. Tydzień temu dopiero odebrałem samochód. Jestem na etapie testowania i użytkowania. Póki co wszystko wygląda dobrze.
Natomiast pytanie mam do Was jeszcze takie - co może być przyczyną opiłków w układzie wspomagania? Czy jest szansa, że nowa pompa tak szybko może ulec uszkodzeniu (tj. po 2-3 miesiącach niezbyt intensywnego użytkowania), że coś zacznie się z niej sypać (chodzi o zużycie bebechów w jej wnętrzu) i zanieczyszczać układ, czy raczej (patrząc na historię moich zmagań) jest to wina spartolonej roboty przy przekładania koła pasowego? Bo logika podpowiada, aby raczej ku tej drugiej opcji się skłaniać, natomiast chciałem jeszcze zapytać o zdanie, zanim wyciągnę wnioski.
-
Zapytam jeszcze z innej strony, bo na chwilę obecną zostałem ze starą, oryginalną pompą wspomagania, która działa, ale zaczyna niedomagać wg. diagnozy warsztatu, który dokonywał przekładania koła pasowego w zamienniku od Meyle oraz z tą właśnie pompą, zanieczyszczoną opiłkami. Koniec końców kupiłem na szybką trzecią (bo coś musiałem zamontować) i padło na NTY. Budżetówka, ale póki co nie mam z nią żadnych problemów. Działa, nie piszczy, nie było problemów z montażem. jedynie czas pokaże ile wytrzyma.
Natomiast wracając do tematu wspomnianych wcześniej dwóch pomp. Czy takie pompy można skutecznie i sensownie regenerować? Myślę tu głównie o oryginalnej i o zaczerpnięciu opinii innego warsztatu na temat jej stanu (aby mieć inna opinię i zobaczyć czy pokryje się z pierwotną), tylko czy ma to sens? Gdyby się okazało, że jednak można to czy warto w to iść (aby nie wywalić kasy w błoto) czy lepiej wymieniać jak padnie np. na takie tanie NTY i już do tematu ori pompy nie wracać?
Odnośnie drugiej pompy (Meyle) - czy taką pompę (po przygodzie z opiłkami w układzie) można sensownie sprawdzić (jej stan i sprawność), a jeżeli działa to wyczyścić/zregenerować, a następnie po takim ewentualnym zabiegu bezpiecznie zamontować, gdyby była potrzeba (zakładając, że to z niej się gdzieś owe opiłki posypały w trakcie pracy po ingerencji w koło pasowe)? Czy ma to wg Was sens czy tu również lepiej już nic nie kombinować?
Pytam głównie dlatego, że na chwilę obecną zostałem z dwoma niby działającymi (ale nie do końca, bo na zużyciu i po zanieczyszczeniu) pompami wspomagania i zastanawiam się czy jest jeszcze sens/możliwość je jakoś wykorzystać/ogarnąć/zostawić na zapas.