Toyota Klub
.: GARAŻ :. => Carina => Wątek zaczęty przez: geralt5 w 01 Sierpnia 2026, 23:44:13
-
Witam wszystkich.
Od jakiegoś czasu miałem wrażenie, że układ zapłonowy (kopułka, palec i kable) zaczyna powoli niedomagać. Objawiało się (czasami, nie zawsze) lekkim trzęsieniem/podszarpywaniem przy dodawaniu gazu głównie. Nic jeszcze strasznego, ale ewidentnie miałem wrażenie, jakby samochód się coraz bardzie męczył. Padła decyzja - wymieniamy całość, wszak po 30-tu latach, nawet ori może mieć dość (oryginalne kable Toyoty + kopułka i palec Bosch).
W związku z powyższym zakupiłem to, co było dostępne (kable NGK + palec i kopułka EPS). W między czasie okazało się, że ktoś kiedyś w tym samochodzie wymienił cewkę (tą główną, montowaną pod szybą) na nie-toyotową (wg moich ustaleń z Opla Frontery - to tak na marginesie). Stwierdziłem, że jak robić - to całość. Akurat pasującą cewkę udało się zakupić Boscha, tak więc stwierdziłem, że będzie git.
Z wymianą nie było problemu. Wróciłem normalnie do domu. Wszystko wydawało się być ok. Problemy zaczęły się podczas kolejnych jazd. Raz wszystko jest normalnie - samochód jedzie, aż miło. Innym razem zaczynają się problemy, które mają dwa oblicza. Głównie przy ruszaniu, kiedy to samochód zamiast się rozpędzać przy dodawaniu gazu, zaczyna się dławić, ledwo się toczy i nie chce jechać. Nie muszę chyba mówić jak denerwujące i niebezpieczne jest to np. podczas ruszania ze skrzyżowania w mieście w godzinach szczytu.
Podobnie bywa w trakcie jazdy, podczas delikatnego dodawania gazu (jak mocno depnę to zazwyczaj wchodzi na wyższe obroty bez problemu, ale to raczej przy jeździe poza miastem). Symboliczna jest tu tak jakby granica 2000 obr. Licznik dochodzi do 1800-1990 i muli. Dodaję gazu, zmieniam biegi (1, 2, 3) i nic. Dopiero jak się "odkorkuje" (tu jest loteria kiedy to nastąpi) i przekroczy 2000 obr. to można jechać normalnie.
Drugi objaw to z kolei bardzo niskie obroty, szczególnie na luzie, jak np. stoję na światłach lub np. na parkingu. Wówczas obroty schodzą do jakichś 200-300. Motor ledwo pracuje, jakby zaraz miał zgasnąć. Nie reaguje na gaz. Nie chce dać się rozpędzić.
Powyższe objawy "przechodzą" - choć nie zawsze i nie od razu - po dość mocnym dodaniu gazu (jeżdżę dość delikatnie więc dla mnie wkręcanie silnika na 3000-4000 obr tylko po to aby ruszył - to dużo) lub po zgaszeniu silnika i odpaleniu na nowo (to drugie nie zawsze jest możliwe, jak np. złapie mi przymuł w trakcie szybszej jazdy - przecież nie zgaszę nagle silnika).
Byłem z tym tematem kilka dni temu w warsztacie. "Akurat" samochód miał dobry dzień i nic nie pokazał, ale powiedziano mi, że jeżeli dalej to się będzie powtarzało (a następnego dnia się oczywiście powtórzyło), to przyjechać i zmienimy cewki (w sensie tego nowego Boscha na ta starą od Frontery). Tylko czy to faktycznie może być walnięta nowa cewka, czy coś więcej? Oczywiście zamierzam się wybrać w przyszłym tyg. do warsztatu, natomiast chciałem się poradzić na co jeszcze ew. zwrócić uwagę. Czujniki położenia wału/wałka raczej nie (bo nie mam check engine'a), a więc przepustnica, sonda lambda, coś z paliwem/powietrzem czy może np. ślizgające się, zużyte sprzęgło?
Celowo wymieniam te parę rzeczy, bo przez ostatnie dni przeczytałem sporo różnych wątków o podobnej tematyce/problemie (u każdego trochę inaczej rzecz jasna) i tego typu sugestie, czy nawet faktyczne problemy się pojawiały. Jaka jest np. szansa, że pierwotny problem był jeszcze inny, a nowe, świeże podzespoły tylko go uwydatniły, a nie rozwiązały (bo taki scenariusz też mi przeszedł przez myśl)? Będę wdzięczny za wszelkiego rodzaju sugestie, bo nie daje mi to spokoju, a podmiana nowej cewki na starą oznaczała by, że ta część jest na starcie walnięta, co jest oczywiście możliwe, ale czy napewno to tylko to?