[...]Poza tym wlasnie nie dokrecanie swiec kluczem dynam. daje takie efekty czesto.
Nie trzeba klucza dynamometrycznego. Wystarczy głowa i umiejętność korzystania z jej zawartości

Hms świece powinniśmy dokręcać lekko...z na prawdę małym momentem...żeby potem uniknąć problemów.
I z "czuciem". Na pudełkach świec bodajże NGK były nawet obrazki jak dokręcać, ile stopni dla nowej świecy, a ile dla używanej.
Wystarczy pomyśleć i... wkręcić świecę ręką do momentu aż uszczelka złapie kontakt z głowicą. Następnie dokręcać kluczem. Idzie ciężej, bo następuje proces zgniatania uszczelki świecy. Po ok. 180-240 stopniach dociągania czuć wyraźny opór. W tym momencie należy dać sobie spokój i nie ciągnąć dalej.
W przypadku używanej świecy jest gorzej, bo uszczelka jest już zgniecona i nie da się wyczuć "tego" momentu. Wtedy dynamometryczny jest wskazany jeśli ktoś nie ma dobrego czucia w rękach.
Z tego co pamiętam z pudełek, to zdaje się wystarczy dociągnąć 1/8 obrotu, ale mojej pamięci nie można do końca zaufać
[...]Dobrym środkiem do odrdzewiania jest płyn hamulcowy DA 1. To jeszcze stary płyn, nieraz można go kupić. Dzień, dwa i powinno być ok. Nawet na tydzień można zostawić[...]
Podobnie jak R3. Nie wiem co jest w tych płynach, ale penetrują genialnie

Przy zakręcaniu świec...można posmarować gwint smarem. Żeby potem nam to nie zaśniedziało tak szybko.
Ja jestem przeciwnikiem smarowania gwintów świec. Ze smaru zawsze zostanie trochę nagaru, co z czasem owocuje "zaciśnięciem" gwintu i za którymś razem w końcu będzie jazda z zapieczoną świecą :(
Na szczęście w przypadku stopu z którego są robione gwinty świec nie zachodzi to dziwne zjawisko korozji, jak ja to nazywam, "między metalami". Co innego na styku zwykłej stali z aluminium. Tam zapieczony gwint to murowana sprawa i bez smaru nie podchodź.
Pozdro.