Numery są, ale może już inne niż do wpisania w dokumenty, ogólnie na wszystkim są jakieś numery, logistyka, sap, identyfikowalność wymaga tego. Ale fakt odejścia od wpisywania numeru w dokumenty, w EU wcześniej a u nas po czasie, świadczyła o zmianie rangi silnika z identyfikowalnej części, po której mogli po kradzieży go rozpoznać. Na jedną z wielu części wymiennych, które nie służą do rozpoznania jakiegoś. Wyobrażam sobie co to spowodowało, może przez "trwałość" ich zmiana wartości, ale i pewnie coraz częstsze praktyki wymian z różnych powodów, głównie opłacalności napraw/kontra dupna konstrukcja.
Także numery jakieś zawsze będą, ja zauważyłem bardziej istotną utratę rangi silnika, na przestrzeni lat/zmian.
Nie wie o olejach, ale jego wiedza od wewnątrz automotiv jest taka potwierdzająca moje podejście. Czyli producenci schodzą z jakości jednostek, tak jak myślałem bardziej ryzykują mieniem klienta na gwarancji niż nam się wydaje, bo tak jest taniej kontra płacenie kar za normy EURO. Co jasno potwierdza, że projektowanie bardziej się teraz opiera o przeliczenia koszt/wystarczająca trwałość, potocznie się pisze, że auta projektuje teraz księgowy. No i to jest faktem. Tak jak ze wszystkim prawie bylejakość króluje i u producentów aut, tak silniki nie mogły być dalej wpisywane w dokumenty, bo statystycznie rodziło by to kolejne coraz częstsze problemy biurokratyczne. Wychodzi na to, że nasze silniki dostają po dupie z dwóch stron, trwałość i materiały, oraz normy spalin, a właściwie z trzech, od nas samych też. Plus jak napisał nawet normy CO2 dotyczą wytworzenia samego oleju. A więc nie ma się co dziwić problematycznym sytuacjom i delikatności jednostek, przy zaleceniach producenta. Jego wpisy potwierdzają moje myślenie i jak w dym w swojej Toyocie wolę z 5W30/5W20, niż z 0W20/ 0W10. Oczywiście jedne i drugie mają swoje plusy i minusy, ale w naszych warunkach bardziej uniwersalne jest stosowanie w Toyocie 5W30. Po pierwsze ze względu na to, że nie ma takich mrozów, by 0W20 się wykazał. A to jasno wskazuje na większą wszechstronność 5W30. Pomijam skrajne warunki miasta i może 4x4km, bo w takim przypadku jest bardziej wskazany rower lub hulajnoga.
Oczywiście sam film olejowy to nie wszystko, ale w 5W jest grubszy, no i przy wodzie czy paliwie jest inna sytuacja. Oczywiście choćby Toyota ma dłuższe doświadczenie w stosowaniu olei 0W20, ale ja jestem przezorny. To co gość napisał, jasno tłumaczy dziwne zmiany nagłe w jakichś markach aut, gdzie nagle dobieraczki polecają 0W20.
A wiec ci co piszą nie poprawiajmy konstruktora w zaleceniach, nie mają do końca racji. Bo producenci w danych zaleceniach wszystko mają wyliczone, a ich obliczenia nie opiewają na 500kkm, tylko max 250kkm w czasie gwarancji. No i nie spodziewam się, że w tym ich testy są drogowe, bankowo takie testy są wykonywane w idealnych warunkach labu. Co jasno dowodzi, że zalecenia producenta, czy zasady ASO trzeba jednak cedzić po swojemu. Bo bierność w tym, rodzi podejrzenie większego, jak nie maksymalnego ryzyka na mieniu klienta. Niestety wychodzi jasno, normy zabijają tak jak silniki tak i oleje, no i jest to równia pochyła, patrz na końcu zostaną elektryki. A zanim u nas będzie super infrastruktura do tego i warunki (jak ktoś mieszka w bloku) , tak by obsługa była możliwa i nie rodziła podobnych kosztów jak w spalinowych. Obecnie aby elektrykiem wybrać się dalej, to niestety trzeba mocno planować postoje, istotny też jest auta zasięg.