A nie był to czasem ten okres, kiedy ustawodawca się "pogubił" i przez krótki czas wymagał świateł z tyłu? Otóż kiedyś w prasie fachowej naśmiewali się z tego, że w całej UE jeśli się już używa świateł do jazdy dziennej, to wystarczą tylko z przodu, a w naszym kraju to "przeoczyli" i trzeba je było podobno tak poprzepinać, żeby świeciły razem z tylnymi pozycyjnymi. Potem chyba poszli po rozum do głowy i to pozmieniali, ale okres "świetlnego bałaganu" miał jednak miejsce... 
Nie nie. To ja przesadziłem z tymi dwoma latami.
Tak jak piszesz było od dziada pradziada - czyli dzienne = dzienne + pozycje (wszystkie, przód + tył). Jedyna oszczędność była taka, że same dzienne razem z pozycjami zużywały nieco mniej (tylko trochę mniej) niż zasadnicze z pozycjami. Największy "zysk" był w maluchach, gdzie można było odciążyć alternator, a już na pewno odciążyć prądnicę w starszych modelach, która nie dawała normalnie rady.
Od OIDP 2010 roku dla aut zarejestrowanych po raz pierwszy po 2010 roku, dzienne muszą się świecić samodzielnie (bez pozycyjnych) a dla aut z przed tego okresu właściciel ma wybór - może podłączyć niezależnie od pozycyjnych lub z pozycyjnymi. Przepis został tak skonstruowany, żeby nie zmuszać właścicieli starszych samochodów do przeróbek instalacji. Mogą ale nie muszą. Właściciele młodszych aut nie mają wyboru.
Właściwie to dzienne przezywają renesans tylko dzięki przepisom i (głównie) technologii LEDowej. Nie sądzę, żeby ktokolwiek z nas się nad tym głębiej zastanawiam, gdyby miał zakładać światełka ze zwykłą żarówką w środku (np. P5W jak dawniej było) nawet mimo obowiązkowego świecenia.