Runflat to z mojego punktu widzenia całkowity bezsens. Po pierwsze, komfort jazdy jest niższy (miałem okazję prowadzić takie auto). Po drugie, ich cena jest zdecydowanie wyższa niż opon normalnych. Po trzecie, trudno taką oponę naprawić po przebiciu, a jeśli jakiś zakład oferuje takie usługi, to koszt naprawy jest wysoki. Po czwarte, to są generalnie opony jednorazowe, bo jeżeli nie znajdziesz szybko specjalistycznego warsztatu wulkanizacyjnego to opona nie będzie się już nadawała do użytku (można na niej przejechać do 100km, a bez czujnika ciśnienia w kole możesz się za późno zorientować, że coś jest nie tak).
Co dają takie opony więc? Oszczędność 5-10 minut czasu, który by się poświęciło na zmianę koła? Rozumiem, jak producent auta świadomie podejmuje decyzje, żeby nie robić w samochodzie nawet miejsca na zapas/dojazdówkę. Wtedy runflat ma jakiś sens, zwłaszcza jak opona jest certyfikowana pod konrketne auto. Ale w przeciwnym wypadku? Więcej kłopotu niż pożytku. A jak wymieniasz tylko dwie, to dla pozostałych dwóch i tak będziesz nadal musiał wozić zapas.