Panowie, dziś młody gość najechał mi na tylny zderzak na parkingu, jak tłumaczył, pomyliły mu się biegi i zamiast cofnąć, pojechał do przodu. Nic niby wielkiego się nie stało, ale zderzak został trochę naruszony i delikatnie przesunięty na zaczepach, jeden nit został urwany. Chłopak nie chciał pisać oświadczenia, tylko wciskał mi jakieś grosze, potem proponował 350 zł. Uparłem się na oświadczenie, chłopak marudził, więc wezwałem policję. Przyjechali i obsłużyli zdarzenie, chłopak podpisywał jakieś notatki a mnie podali tylko numer jego polisy i polecili zgłosić się do jego ubezpieczyciela informując, że na miejscu była policja. I teraz mam do was, znawców, pytanie. Prawidłowo policja się zachowała? Nie powinni mi dać jakiejś notatki, opisu zdarzenia? I jak mam teraz się zachować. Zamiast jechać do ubezpieczyciela i dawać auto jakimś "fachowcom" nie od Toyoty, wolałbym zgłosić się do swojego ASO, podać numer polisy sprawcy i numer jego auta i niech ASO obejrzy zderzak, oszacuje ewentualne uszkodzenia, naprawi, a mnie na czas naprawy, jeżeli będzie konieczna, da auto zastępcze i należność ściągnie we własnym zakresie od ubezpieczyciela. Możliwa jest taka droga mojego postępowania? Proszę o porady.