Mówiłem wcześniej. To ciężkie spojrzeć prawdzie w oczy, tym bardziej jeśli jest się właścicielem takiego toczydła. Ja za którymś już kolejnym razem nie wytrzymałem i poległem. Mała awaryjność to za mało na dzisiejsze czasy. Przed tym jak stałem się właścicielem Toyoty, myślałem że benzynowce fajnie jadą. Niestety na moim failu z kupnem, przekonałem się o zerowej awaryjności i w miarę czasu o beznadziei podróżowania Aurisem, a nawet czasem niebezpiecznych sytuacjach spowodowanych fatalnymi osiągami tych papierowych 132 koni mechanicznych. Gdyby nie ten motor, przełknąłbym skromne a nawet czasem tandetne wykonanie Aurisa 2010. Nie będę przytaczał porównania do mojego nowego auta, który jest niby w tej samej klasie, lecz jest pod każdym aspektem o klasę wyżej, nie chcę Was dołować. Jedyne co Wam zostaje to ta legendarna bezawaryjność, ale i tak nie do końca. Czasy się zmieniły i już nie jest tak dobrze jak kiedyś. Pozdrawiam