Olej wymieniony - 0W20, nowa uszczelka założona.

Jeśli chodzi o hamulce tył to rozebrałem obydwa zaciski.
Wszystko wyczyściłem i nasmarowałem, płyn hamulcowy wymieniony, wszystko odpowietrzone. Jako, że z tyłu klocki nigdy nie były wymieniane i tylne zaciski pracują z mniejszą siłą niż przednie - to były zapieczone o wiele bardziej niż przednie.
Zrobiłem kilka zdjęć i nagrałem film (jeszcze do obrobienia). Na filmie pokazuję jak ciężko pracuje koło przed regeneracją zacisku i jak lekko po regeneracji oraz jak mocno tłoczek zacisku jest zapieczony oraz w jak zaskakująco dobrym stanie są prowadnice w jarzmie.
Wniosek z całej tej roboty jest taki, że warto zajrzeć do hamulców a już po 100 tys. na pewno i zrobić im dobrze - rozebrać, wyczyścić i nasmarować.
Można sobie zadać pytanie po co skoro jeździ, hamuje? Efektem takiego zaniedbania oprócz obniżenia bezpieczeństwa i skuteczności hamowania moim zdaniem jest również wyższe spalanie. Skoro koło jest hamowane zapieczonym klockiem i tłoczkiem to siłą rzeczy samochód potrzebuje więcej mocy aby jechać no i wiadomo, że wtedy zużyje więcej paliwa. Może 0,2l może 0,1l a może 0,4l - tego nie wiem, ale ma pewno teraz czuję, że mam dobre hamulce. Jeszcze ostro nie hamowałem, ale już da się wyczuć różnicę, śmiem twierdzić, że wcześniej tył w ogóle nie hamował.
Uwaga z roboty - klocki tylne TRW trzeba trochę podpiłować aby lekko pracowały w jarzmie. No jeszcze pochwała bo pasta Plastlube firmy ATE naprawdę robi robotę - jest super gęsta, kleista a jednocześnie śliska jak cholera, wróżę długotrwałą obecność w jarzmie.
Galeria (przepraszam za pionowość zdjęć, następnym razem będzie poziomość). Oczywiście nie robiłem zdjęć każdej czynności, którą wykonywałem bo niestety brak czasu mnie popędzał.
Acha, no i okazało się, że kolega, który pisał, że tłoczek powinien być jak lustro - miał rację, przynajmniej w moim przypadku tak było w tylnych zaciskach. Z przodu jakiś gnój wpakowali i syf został na tłoczku.
