Ostatnio założyłem zabezpieczenie w postaci karty - immobilizera. Kluczyka nie trzeba wyłączać, chować itd. A silnika nie uruchomisz bez obecności dodatkowej karty w kabinie. Podobne rozwiązanie oferują salony Toyoty, tyle że wg serwisu ten układ można potraktować walizką, a dodatkowo użytkownik nie dostaje żadnego sygnału o rozładowaniu baterii - bywa, że samochód stanie na skrzyżowaniu i tzw. zipa dumna. Sprzęt który mi zainstalowano bada sumy kontrolne i wykrywa, że sygnał jest retransmitowany, a po drugie daje znać, że zdycha bateria i w najbliższym czasie trzeba ją wymienić. Zapobiegliwi mogą w prosty sposób wyłączyć kartę - wtedy złodziej nie uruchomi silnika nawet jeśli poradzi sobie z keyless i fabrycznym zabezpieczeniem.