No dokładnie zostaje film, widać to wyraźnie na czarnym lakierze. Widać po wjechaniu np. do garażu, na zewnątrz nie widać tego tak bardzo. Bez mycia rękawicą z fibry, a po takim bez dotyku, ja u siebie na czarnym widzę wszystko. Bród zostawia ślady, widać gdzie ktoś na aucie się powycierał, widać gdzie ptaki narobiły, widać gdzie brudu było więcej, widać koła od kropli wody. No po prostu na czarnym, po takim myciu w dobrym świetle w garażu, mogę wszystko zobaczyć, co się działo z autem. Nawet na felgach czarnych, zostaje siwy nalot, wygląda to jak okopcenie. Muszę zrobić tego fotki, bo widzę że w nie jednym miejscu już by się przydały. Dane miejsce przed myciem, po myciu i po przetarciu ręcznym.
Osobiście takie mycie traktuje jako konieczność w zimie, by zmyć sól i masę piachu. Dobrze tam się myje zakola, wszystkie błotko znika.
Nie ma jak własne ręczne mycie, nic tak nie działa jak dotyk, tym bardziej z siuwaksami. Jak w domu się zmieniły auta, to początki z tymi ich lakierami to masakra. Sam bez dotyk był przez lata pewnie, było szorstko i topornie, dużo soczków na dachach, oraz sporo kropek smoły na bokach. Normalnie pod palcem tarka, benzyna extr., lekka pasta i ręczna polereczka załatwiła sprawę, ale nie po jednym razie. Teraz mam lustro, a po myciu swoim, zadziwiam się jak niewiele trzeba, brud nie trzyma się wcale i wyłania się lustro.
Ja koła myję tak, opony szczotą, felgi najpierw szczotą, potem małą rękawicą z fibry. A do dalszej wewnętrznej części felgi gdzie brud się kładzie gęsto, mam taką hybrydę samo róbkę. Czyli cienka gumowa rączka, na końcu rozpłaszczona w szpadelek, na to zakładam małą fibrę z innego cuda. Jak myję to muszę tylko kawałek przepchnąć auto, bo te cudo nie wchodzi pomiędzy zacisk a felgę. Ale w drugim aucie jest już bajecznie, bo jest więcej miejsca.