Ważne jest rzetelne komunikowanie przedmiotowej kwestii.
Gdy rok temu w Warszawie na Górczewskiej 181 doszło do pożaru w garażu podziemnym, który zniszczył 46 samochodów media natychmiast zaczęły publikować że to wina auta elektrycznego. Nikt jednak później nie zdemontował tej informacji, że w przedmiotowym garażu nie było żadnego elektryka, ani nawet hybrydy. Według rzeczoznawcy ds. zabezpieczeń przeciwpożarowych Damiana Kubery który przeanalizował to miejsce pożar wywołał Jaguar XF z silnikiem diesla.
Drugi przykład.
Na początku stycznia 2020 r. na świecie rozeszła się wiadomość, że samochód elektryczny spowodował poważny pożar i zawalenie się parkingu na lotnisku w Stavanger w Norwegii. Następnie policja odrzuciła to twierdzenie, stwierdzając, że przyczyną pożaru był starszy model pojazdu z silnikiem Diesla. Niestety, pierwsze doniesienia w mediach, przesadzone lub fałszywe, często są ostatnimi, jakie przedostają się do świadomości milionów odbiorców.
Mało kto przeczyta o wynikach dochodzenia.
Większość czytelników za prawdziwą uzna pierwotną informację ? i z tym pozostanie.
Strach przed samochodami elektrycznymi bardzo chętnie podsycają media walczące o klikalność i jak widać powyżej dobrze im to wychodzi.

Jeżeli akumulatory były wyprodukowane według przyjętych standardów i odpowiednio eksploatowane, to samochody elektryczne nie stwarzają większego zagrożenia niż konwencjonalne. EV nie palą się ani częściej, ani groźniej niż samochody spalinowe. Palą się tylko inaczej. Mamy do czynienia z nowym wyzwaniem, na które trzeba po prostu przygotować odpowiednie służby.
Co najważniejsze ani amerykańska Narodowa Agencja Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego (NHTSA), ani Niemieckie Stowarzyszenie Straży Pożarnej (DFV) nie widzi problemu z elektrykami.