Żeby temat nie został taki urwany napiszę jak to się skończyło. A przy okazji zadam jeszcze pytanie.
Mechanik stwierdził, że cewka nr 2 (ta od zalanej olejem świecy) nie działa. A przez to nie działał też cylinder. W sumie całość naprawy skończyła się na wymianie kompletu świec, wymianie cewki i wymianie uszczelki pod głowicą zaworu. Mechanik przeprowadził też to o czym pisaliście tj. kompresję na cylindrach i stwierdził, że wszystko jest ok. Od naprawy minął prawie miesiąc. Toyotka odpala bez problemu, chodzi bez problemu, silnik organoleptycznie pracuje najzwyczajniej w świecie. Kontrolka check engine się nie pali.
No ale teraz pytanie. Piszę w jednym temacie, bo problem może (ale nie musi) być związany z całą tą awarią i jej naprawą.
Normalne spalanie (benzyna) w mojej Toyocie według komputera pokładowego waha się w granicach 9-9,5l/100km, co jest raczej typowe dla jeżdżenia po mieście na bardzo krótkich dystansach. Odbierając samochód od mechanika komputer pokazywał ponad 17l/100km. Tak wysoka wartość wynikała zapewne z testów kompresji, co wynika z ostrego gazowania silnika, przy czym spalanie może być na kosmicznym poziomie.
No więc zostawiłem to tak jak było z przekonaniem, że wkrótce spadnie do normalnego poziomu. Ale nie spadło - po miesiącu wciąż oscyluje w granicach 14-14,5l/100km. I to wskazanie komputera chyba nie kłamie. Normalnie wlewając do baku 10 litrów mogłem przejechać ok. 90km. Na poprzednim tankowaniu (wtedy gdy była awaria i naprawiał go mechanik) przejechałem ok. 70km. Natomiast na kolejnym ledwie trochę ponad 50km...
Googlałem co może być przyczyną nagłego, drastycznego wzrostu spalania w benzyniaku i mówiąc szczerze jakichś konkretnych przyczyn nie znalazłem.
Co to może być? I czy związane z naprawą? Mechanik coś sknocił? :>