[OFF TOP] Urbanistyczną ideą, która teraz robi „karierę” jest tzw. miasto 15-minutowe (pomysł jest taki, żebyśmy w ciągu 15 minut od domu mogli na piechotę dojść wszędzie, gdzie musimy być codziennie: praca, szkoła, przychodnia, urząd dzielnicy itp). Na piechotę. Takie mikrodzielnice. Tylko nie przymus, ale tak świetne dzielnice, że chcesz tam zamieszkać, a nie pod miastem. Oczywiście tak się jeszcze nikomu nie udało, ale to ma spory sens. Samochód tylko na dalsze wypady, więc nie trzeba go używać codziennie, a więc nie trzeba parkować pod domem, a więc można tam zamiast parkingu zrobić np. ogródek letni itd. Przestrzeń nie jest z gumy i im więcej infrastruktury dla np. samochodów, tym mniej dla innych rzeczy (i vice versa oczywiście). Samochód jest najbardziej komfortowym środkiem indywidualnego transportu (de facto bardzo osobistym, z którym jesteśmy związani często emocjonalnie, co widać choćby na tym forum), ale najbardziej aspołecznym (pierwszy przykład z brzegu – rondo, projektujemy je po to, żeby samochody jak najszybciej pokonywały skrzyżowanie, ale pieszy ma wtedy najdłuższą drogę dookoła niego). A komu się wydaje inaczej proszę przeczytać choćby "Życie i śmierć wielkich miast ameryki" Jacobs czy „Miasta dla ludzi” Gehla to pogadamy. A na razie proponuję wrócić do BLE i Cobry, albo założyć nowy wątek.