W mojej Yarisce już kilka razy (chyba 5) zdarzyło się, że po zejściu do indywidalnego garażu samochód był "martwy". Nie muszę mówić, jaki budziło to poziom frustracji. Nie wzywałem lawety, tylko za każdym ładowałem AKU i jechałem do serwisu na testy. Aby skrócić - rok temu miałem akumulator wymieniony na nowy, typ: A22800-F3020, który dokładnie w tym roku, po mniej-więcej 12 miesiącach, znów padł. Pierwsza diagnoza, w styczniu br.: akumulator w porządku, pobory prądu w normie (spoczynkowy po 30 minutach w hybrydzie to 50mA, czyli dzienny upływ prądu to min. 1.2Ah), wynik testu akumulatora: sprawny. Wkurzony pojechałem do domu, bo nic nie wykryli ale od tego czasu obserwowałem napięcie akumulatora takim prostym wskaźnikiem włożonym do gniazda zapalniczki - widać było, że jest niedoładowywany w krótkich cyklach miejskich. Nie musiałem długo czekać - po miesiącu znów padł. Po raz kolejny zgłosiłem się do serwisu z dokładniejszą obserwacją, m.in. zestawieniem poziomu napięcia AKU rozłożonym w czasie i napisałem jednocześnie do TCE maila z prośbą o wsparcie serwisu, aby pozwolili im działać niestandardowo - bo ze schematu działania im wszystko gra a ja mam problem. Tak, czy inaczej wymienili mi akumulator na inny typ: A28800-AZC43. Nie znalazłem wiele informacji na jego temat w sieci poza tą, że od grudnia 2025 r. wkładają taki właśnie akumulator, o zwiększonej do 39Ah pojemności i większym prądzie ładowania, do Lexusów LBX. Jeśli dalej coś się będzie dziać u mnie w tej sprawie - będę raportować.