Markid, mnie pytasz? No, ok, odpowiem szczerze, jak na spowiedzi…
Dlaczego zmiana samochodu? - argument na tak: potrzeba „wołka roboczego” z tylnymi drzwiami na co dzień; ponadto dotychczasowe auto, tj. Avensis to mało pakowny sedan; z innej beczki: przez lata jest/był absolutnie bezawaryjny, ale na ostatnich przeglądach uświadomiono mi, że ma swój wiek i wymaga już zainwestowania. Czyli może już nie być taki „pewny”. Może i mógłbym nim jeździć jeszcze lata, ale zmiana jest czasem potrzebna z codziennych potrzeb ale i dla psychiki. No i ciekawość nowych technologii, co są one faktycznie dla mnie warte i czy przydatne. A tyle pieniędzy, co trzeba na kupno nowego, średniej klasy samochodu (nie chcę „małego byle-czego”, a szpaniaste wodotryski premium do niczego mi niepotrzebne), utrzymanie go itp. mam bez problemu. Więc why not?
Argument na nie: lepsze jest wrogiem dobrego, a Ave jest bezawaryjny, pewny i dobry przyjaciel, sprawdzony w różnych sytuacjach na drodze – po latach rozumiemy się fantastycznie, chociaż starzeje się – i on, i ja... A nic nie jest wieczne. I jakoś tak tkwiąca we mnie ciekawość „nowego” i potrzeby codzienności - zwyciężyły.
Dlaczego Toyota? – bo jeżdżę jej różnymi modelami od lat. Modele tej firmy mają swoje mankamenty, ale i zalety. Jakość przyzwoita, sprawdzony serwis. Nie żyję na bezludnej wyspie i słyszę od znajomych i przyjaciół o jakości, bezawaryjności ich aut, dostępności części, poziomie, często bardzo niskim, serwisu. Poza tym w pracy jeżdżę też samochodami innych producentów i mam jakieś tam porównanie. W mojej opinii Toyota wypada na tym tle przyzwoicie. A i w salonie / serwisie znają mnie od lat i rozumiemy się. Czyli: konserwatyzm i pragmatyzm.
Dlaczego RAV4? – bo szukałem samochodu, takiego „wołka roboczego” na co dzień. I nie sedana - przymierzałem się do różnych samochodów, w tym do SUV-ów i tego typu wynalazków i ten typ nadwozia generalnie odpowiada mi, dobrze się czuję w wyższym, bardziej kompaktowym samochodzie, niż sedan. Mam dom i ogród, czasem trzeba przewieźć worki z ziemią, większe gabaryty, więc samochód z tylnymi drzwiami i składanymi tylnymi siedzeniami, bo się przydaje. Dobrze, jakby miał 4x4, nie zawsze jeżdżę po asfalcie… Avensis sedan, którego mam, nie spełniał tych potrzeb. Poza tym ma mieć tradycyjny, sprawdzony, przyzwoity, wolnossący silnik. Nie interesują mnie hybrydy, ekologia, „oszczędności” na benzynie i inne tego typu pierdoły (nie mówię, że są złe, mówię tylko, że to nie moja bajka), a spalanie normalnego benzyniaka na średnim poziomie (7-12 l/100) jest dla mnie jak najbardziej akceptowalne. Wśród „markowych” SUV-ów ze średniej półki, po eliminacji została mi tylko z silnikami benzynowymi Mazda CX-5 i Toyota Rav. Land Cruser za duży, poza tym terenówka, a mnie niepotrzebna, bo szpan mam gdzieś, a przecież jeżdżę po Polsce, a nie po bezdrożach Afryki. CX-5 za delikatna. Ze względów jak wyżej wybrałem Toyotę i Rav. Rav4 jest dla mnie pod względem przestrzeni „akurat”, poza tym to jeden z ostatnich modeli Toyoty z „normalnym” silnikiem benzynowym w starym stylu. Potem dowiedziałem się, że to ostatni rok produkcji Ravki z tym silnikiem. Inne argumenty to np. bardziej tradycyjne (ktoś powie: przestarzałe) rozwiązania w zakresie klawiszologii i mało wodotrysków i bajerów, zwłaszcza w tańszych wersjach Ravki, są siedzenia materiałowe itp. Do „wołka roboczego” na co dzień nie są mi potrzebne bajery. Dla mnie w samochodzie znaczenie ma niezawodność i prostota oraz tylko podstawowe udogodnienia. Jestem w sumie prostym człowiekiem, mało wymagającym. Poza tym Moja Kobieta, jak usiadła w Ravce, stwierdziła, że dobrze się w niej czuje, i jest OK, na tak. Z przyjemnością też siądzie za kierownicą. Powiedziała, że na plus jest to, że Rav-ka nie rzuca się w oczy, nie jest ani ładna, ani brzydka, ale ma jakiś w sobie „charakter” w odróżnieniu od podobnych do siebie jak bliźniaki innych SUV-ów innych firm. Tylko ma być czarny… Do tej pory zawsze miałem samochody w różnych odcieniach szarości / stali, bo nie widać na nich tak brudu. Ale cóż, z Moją Kobietą lepiej nie zadzierać, a ja już dawno wyrosłem z traktowania samochodu jako przedłużenie ego czy obiekt do pokazywania swojego statusu czy zabawkę do adrenaliny (do tego mam swój motocykl, kosztujący niewiele mniej, niż Ravka, na którym śmigam, jak chcę rozrywki z adrenaliną – przy okazji pozdrawiam tu na Forum bikerów jeżdżących czasem puszkami o nazwie Rav4!).
A kiedy poszedłem z Moją Kobietą pod koniec września do salonu zapytać i powiedzieli mi, że Ravka z silnikiem benzynowym, w kolorze czarnym, bez bajerów, czyli w wersji Comfort, czy jakoś tak, właśnie płynie i w ciągu miesiąca będę mógł ją kupić, powiedziała: bierz! Więc zamówiłem i teraz czekam na odbiór, a z MT wynika jest już w Mszczonowie. Czyli długo nie będę czekać. A Ave pewnie zostawię im w rozliczeniu, bo nie muszę na nim zarobić, a nie mam ochoty i czasu zabawiać się w pierdoły ze sprzedawaniem. I tyle.
Rozpisałem się. Ech, Markid, aleś mnie naciągnął na zwierzenia… napisałem Ci niemal historię mojego życia… ale ok.