@cyklista, chodzi o precyzję potrzeb do zadania, czyli ilości paliwa, a właściwie składu mieszanki. W normalnych warunkach (wyprofilowanych drogach), w górach to nawet są wzmianki o chyba zakazie tempomatu. Zauważ jedno, noga powoduje wzrost RPM, a tempomat już nie. W standardzie drogowym tempomat utrzymuje prędkość i tylko stopniowo zmienia zakresy, więc ani się nie pałuje, ani zbytnio rozpędza. Takie cyry to w górach ewentualnie. Tempomat na wzniesieniu będzie utrzymywał tylko potrzebne zakresy, noga jak piszesz przesadzi. Rozpędzanie się bardziej, to większe spalanie, bo hamowanie tego może nie zrekompensować. Hamowanie silnikiem przy nodze występuje częściej, ale jest wynikiem wcześniejszej przesady. Przy tempomacie mniejsze wyskoki będą na wykresie/skali, bo tempomat mniej przesadza tak w jedną jak i w drugą. A właściwie jego lekkie przesady wynikają tylko z uwarunkowania/ skoku terenu. Nie dasz rady nogą tak się dostosować jak tempomat. Z tempomatem jazda jest płynniejsza, a prędkość bardziej jednostajna, jeśli są wychylenia to przy tempomacie mniejsze. To tak jakby porównać człowieka do robota w fabryce. Człowiek może być niewyspany, w humorku, zmęczony, bankowo częściej człowiek może nawalić niż robot popsuć. Oczywiście nie we wszystkim i nie wszędzie. Ale puki coś prawidłowo działa, to niestety jest precyzyjniejsze od nogi, na którą wiele spraw wpływa.
W Auris jest chwilowe spalanie jako kreska. Ale w drugim aucie mam cyfrowo i sprawdzałem, nogą zawsze był jakiś naddatek, jakby przewidziany zapas na zapobieganie jakieś. Czyli z tempomatem na tej samej drodze było mniej, a z nogą i tą samą prędkością, już coś więcej.
W tempomacie nie chodzi o walkę o setne litra. Po lataniu miastem, gdzie średnia pikuje i utrwala się wyżej, jazda jednostajna to leczy i poprawia. Tempomat nie ma tyle czynników pobocznych jak noga i jego jednostajność jest precyzyjniejsza. Noga się buja, podryguje, oczy gdzie indziej patrzą i precyzja pryska. Zauważam to jadąc na tempomacie, jak inni raz lecą a za jakiś czas siedzę im na ogonie. To kto w takiej sytuacji jechał bardziej jednostajnie jest oczywiste. No i wtedy ja nie zerkam notorycznie na licznik, tylko na wszystko inne. Przy obecnych przepisach, w mieście (wylotówka) można szybko przeholować, ja pyk tempomat i nie myślę o prędkości już.
Co jeszcze, jak w Auris pykam dźwignię tempomatu do dołu, to wskakuje prędkość aktualna. Ale jak do góry, to bez fajerwerku tempomat wraca do wcześniej/ostatnio zadanej prędkości. Jakieś mega buty, to miałem w VW na tempomacie, jak tam można było szybko zmieniać co 10km/h.
Nie wolniej, a zgodnie z przepisami i im więcej płynności, tym mniejszy koszt. Zaraz ktoś napisze, może 20km/h, a nie o to chodzi. Mniej szarpania, mniej nadmiernego rozpędzania, więcej płynności i średnia spadnie. Jeśli ktoś przesadzał, to zmiana może być spora, a u innych statystyczna. Nie wiemy kto tu czyta, a przez swoje małe zmiany, nie możemy wykluczyć, że jak ktoś przyswoi coś z tego, to zmiana będzie spora. Jeśli miałem 8.5, a mam 6 często, to z 2.5 nawet po odjęciu czegoś i tak sporo zostaje jednak.
Nie rozbijemy banku o jeden aspekt, który swoją skalą płynności poprawia wyczyny miejskie. Ale możemy coś tym w dalszej kolejności z tego wyprostować i tyle. Wystarczy mieć chwilową średnią w cyfrach i zobaczyć sobie stabilność nogi a tempomatu.
Tempomat zmienia tylko reakcje ze względu na teren + może tyci o wiatr, a noga z przynajmniej kilku powodów może. Jak to twierdzenie obalicie, to będzie super.
Gdyby zrobić wykresy zmian w obydwu sytuacjach, bankowo z nogą wychyleń było by więcej i w większej skali, jak i z wyjazdami lepszymi. Z tempomatem zakres by był zwięzły i ilość mniejsza, wyjazdów zero.