Pomijając niuanse działania canbus i aspekty prawne.
Skoro do prawidłowego działania żarówka w kierunkowskazie musi mieć odpowiednią moc - około 21W jak zwykła żarówka - to efektu oszczędności stosowania LED przecież nie ma. Nawet jeśli pobierałaby mniej prądu (LED bez opornika, czyli jakieś 6-7 razy oszczędniej i nie powodowałoby to migotania) to po tych wyliczonych milionach kilometrów na zwrot kosztów - oszczędność znikoma.
Jeśli - jak pisze TheMrSkiBar i widać to na ulicach, jak wymieniane przez kierowców LED-y mrugają zamiast świecić - trwałość LED w praktyce często jest dużo gorsza niż zwykłych żarówek. Pewnie to kwestia odpowiedniej jakości i ceny przy tym, markowe LEDY powinny rzeczywiście być o wiele trwalsze niż zwykłe żarówki, ale w praktyce tak nie jest.
W poprzednim moim aucie fabryczne żarówki (wszystkie w tylnych lampach) przeżyły całe auto (znaczy ponad 18 lat i blisko 200 tys. km).
To aspekt trwałości LED też jest wątpliwy.
To jakie jeszcze są te zalety LEDów, w szczególności w tym miejscu (jako kierunkowskaz)?
Byłoby super, jeśli to fabryka wyposażyłaby auto w dobrej jakości źródła światła LED (czytaj: wieczne) - najlepiej wszystkie, ale skoro nie ich ma, to po co tworzyć sobie problemy?
Sam powymieniałem sobie żaróweczki w oświetleniu wnętrza i jestem z tego zadowolony - jest jaśniej i nie rozładuję przypadkiem tego małego akumulatora przy otwartych drzwiach kiedy wyłączony jest napęd i ładowanie. To ma jakiś tam drobny sens...
Swoją drogą fabryczne lampy LED też się psują (znam przypadki w innych markach), a wymiana całej takiej (nierozbieralnej - nienaprawialnej) lampy trochę kosztuje.