Może ktoś z internautów ma podobny problem zatem uprzejmie proszę o poradę.
Kupilem w lutym br. nowa toyote corolle model 2022.Mam z nia same klopoty, bo legendarna jakosc tego auta to juz przeszlosc. Z poczatku co drugi, trzeci dzien rozladowywal sie mi akumulator do zera i musialem go doladowywac prostownikiem.Byl to turecki akumulator marki MUTLU, a nie japonski producenta auta, czyli Toyoty. Zaczelam wzywać pomoc drogowa na koszt Toyoty i w koncu akumulator mi wymienili na japonski.Kilka miesiecy bylo spokoju(od maja do sierpnia),a w srode (09.08.23) znowu akumulator rozladowal sie do zera, już ten japonski. Zatem znowu byla pomoc drogowa, podpiela kable i go doladowala na tyle, abym go odpalil.Widze teraz , ze to nie jest wina akumulatora, ale jakis element auta go rozladowuje i to w sposob niekontrolowany, bo auto bylo tydzien w maju w serwisie w Rzeszowie i nic nie znalezli.Serwis dillera w Rzeszowie nie wie co z autem zrobic. Wzywanie pomocy drogowej tylko do podpiecia kabli i jego odpalenia jest absurdalne, a poza tym ja chce miec auto bez takiego felera uniemozliwiajacego jazde jak sie ujawni niespodziewanie.
Przypuszczam, ze w aucie np. w alternatorze lub rozruszniku jest zamontowany jakis badziewny chinski czip i się uaktywnia w sposób niekontrolowany i robi zwarcie w instalacji i rozladowuje baterie do zera, tak że żadna kontrolka na tablicy rozdzielczej sie nie zapala, ale auto stalo w serwisie dillera tydzień i robili wszelkie mozliwe pomiary i nic nie znaleźli.
Czy w opisanym stanie rzeczy Toyota winna mi wymienić auto na wolne od wady ukrytej, czy zwrócić pieniądze i oddać im auto, czy obniżyć cenę auta np. o 20% bo sprzedali mi go z wadą ukrytą, którą nie potrafią usunąć.