Toyota Klub
.: GARAŻ :. => Auris => Wątek zaczęty przez: zikr6 w 12 Marca 2019, 00:27:42
-
Witam
12 stycznia sprzedałem samochód Auris I 1,6. Facet po obejrzeniu zażyczył sobie sprawdzenie na stacji diagnostycznej, wszystko było Ok włącznie ze spalinami. Dzisiaj czyli po 2 m-cach otrzymuję od niego pismo w którym wzywa mnie do polubownego załatwienia sprawy ponieważ prawdopodonie uszkodzony jest silnik. Twierdzi że przejechał tylko 500 km i nastąpiły objawy uszkodzenia silnika, nierówna praca i syczenie. Najpierw wymienił olej z 0w20 na 5w30(nie w ASO) następnie wymienił uszczelkę pod kolektorem. Objawy niby ustały na dzień i wróciły. Mechanik wymienił świece i 2 cewki ale to nic nie dało. Dopiero po tych zabiegach udał się do ASO gdzie stwierdzili brak kompresji na 2 cylindrach i zakwalifikowali silnik do remontu w kwocie 7 tys. Teraz facet straszy mnie sądem i podpiera się rękojmią. Czy może? Przecież jak sprzedawałem samochó był sprawny. Dziwi mnie jeszcze to że najpierw jacyś pseudomechanicy wymienili mu pół silnika a dopiero teraz piszę do mnie żebym pokrył koszty naprawy. Jak to wygląda prawnie?
-
Z tego co pamiętam, na umowie jest zapis o stanie technicznym samochodu, gdzie kupujący swoim podpisem sygnuje, że jest mu znany. Moim zdaniem sprawa załatwiona, nic nie musisz mu prawnie płacić, no chyba że dałeś mu jakąś czasową gwarancję na samochód.
-
Jak to wygląda prawnie?
Proponuję wydać te 100-200 zł na prawnika, żeby mieć jasność w tej sprawie, zamiast tutaj szukac porad, które mogą wprowadzać w błąd.
-
Popieram to co pisze pireus.
-
Tak zrobię
-
A ja bym bardzo się nie przejmował.
Kupujący przez 2 miesiące mógł "zaorać" silnik nawet na 500 km. Zgubić płyn czy źle wykonać naprawy.
Auto jest używane i awaria może się zdarzyć po kilku dniach. Nikt Ci nie udowodni że jest to wada którą ukryłeś zwłaszcza że był na diagnostyce.
Innym tematem jest wykonanie serwisów "poza ASO" a naprawy silnika w ASO. Każdy mechanik może stwierdzić spadek ciśnienia na cylindrach (zwłaszcza że wymieniali świece i na 100% były nie wypalone). Naprawa góry silnika (pierścienie lub zawory) nie kosztuje 7 tys.
Gość szuka jelenia. Do sądu raczej nie pójdzie a raczej będzie Cię "nękał"
Porada prawna powinna Cię uspokoić a wydatek jest nie duży wiec warto zapytać. Wiem tylko że umowa nie jest gwarancją na pojazd a rekojmia to raczej na miesiąc od zakupu na wady ukryte.
Można poczytać: https://autokult.pl/27026,rekojmia-na-samochod-uzywany-co-powinienes-wiedziec
-
Daj znać po rozmowie z papugą.
-
Z tego co pamiętam, na umowie jest zapis o stanie technicznym samochodu, gdzie kupujący swoim podpisem sygnuje, że jest mu znany. Moim zdaniem sprawa załatwiona, nic nie musisz mu prawnie płacić, no chyba że dałeś mu jakąś czasową gwarancję na samochód.
Ten zapis jest niezgodny z prawem i o niczym nie świadczy.
Kolego zikr6 - idź do prawnika, wystosuje pismo wyśmiewające jego pismo i śpij spokojnie.
-
Z tym spaniem spokojnie bym nie przesadzał.
Zgodnie z przepisami kodeksu cywilnego sprzedawca jest odpowiedzialny względem kupującego z tytułu rękojmi, jeżeli rzecz sprzedana ma wadę fizyczną, w szczególności jest uszkodzona lub w stanie niezupełnym. Sprzedawca odpowiada za wady fizyczne, które istniały w chwili wydania rzeczy kupującemu lub wynikły z przyczyny, która w chwili wydania tkwiła w rzeczy sprzedanej. Jest on natomiast zwolniony, jeżeli kupujący wiedział o wadzie w chwili zawarcia umowy.
Dlatego ważne jest opowiedzenie o wadach przy sprzedaży używanego samochodu.
Jak było nie wiem. Może silnik był zalany motodoktorem i po wymianie oleju stracił kompresję? Kiedyś tak kupiłem Jeepa. Po wymianie oleju zaczął klepać hydraulicznymi regulatorami luzu zaworowego... Ale działał.
Może też być, że kupujący cisnął na odcięciu i zarżnął silnik , nawet w tym krótkim czasie po zakupie.
Tu poczytać. https://prawakonsumenta.uokik.gov.pl/reklamacje/rekojmia/ (https://prawakonsumenta.uokik.gov.pl/reklamacje/rekojmia/). Ale dokładniej to zapoznałbym się z ustawą i przeczytał dziennik ustaw. Bo publikacje na stronach , w sumie rządowych, należy traktować z PISowską poprawką... :wallbash:
PS. Brak kompresji nie jest czymś, czego nie widać . Są widoczne objawy. Powinny być widoczne dla sprzedającego oraz kupującego.
-
Ten zapis jest niezgodny z prawem i o niczym nie świadczy.
Niezgodny z prawem a cały czas praktykowany ? Skąd to przekonanie że niezgodne to z prawem ?
-
Niezgodny z prawem a cały czas praktykowany ? Skąd to przekonanie że niezgodne to z prawem ?
https://samochodzwadami.wordpress.com/2017/05/17/kupujacy-oswiadczyl-iz-zapoznal-sie-z-stanem-technicznym-pojazdu-i-nie-bedzie-w-zwiazku-z-tym-wnosil-zadnych-roszczen-czy-taki-zapis-w-umowie-wylacza-mozliwosc-dochodzenia-roszczen-w-zwiazku-z/
"Bez znaczenia są więc te postanowienia treści umowy, w których kupujący deklaruje jedynie, że zapoznał się ze stanem technicznym pojazdu. Oznaczają one tylko i wyłącznie tyle, że kupujący zapoznał się ze stanem technicznym w zakresie w jakim został o nim poinformowany i w zakresie w jakim sam zbadał pojazd. Brak wiedzy pozwanej co do stanu technicznego pojazdu nie zwalnia zatem jej samej od odpowiedzialności jako rzetelnego kontrahenta.?"
-
W umowie można wyłączyć odpowiedzialność sprzedającego z tytułu rękojmii jeśli sprzedaje się prywatnie i wada nie zostanie "podstępnie zatajona".
https://www.auto-swiat.pl/porady/kupno-i-sprzedaz/sprzedajesz-samochod-odpowiadasz/7yqkmw7
Daj znać jak problem się rozwiąże.
-
Ciekawe. Obejrzał w stacji diagnostycznej, zapłacił za ich opinię i na jej podstawie podjął decyzję, więc raczej roszczenie powinno być w ich stronę.
-
Ciekawe. Obejrzał w stacji diagnostycznej, zapłacił za ich opinię i na jej podstawie podjął decyzję, więc raczej roszczenie powinno być w ich stronę.
Albo mieć pretensję do losu. Też tak uważam ale prawnikiem nie jestem więc wiele nie napiszę. 500km to jednak sporo i w tym czasie można zrobić różne dziwne rzeczy, żeby zatrzeć silnik. Racja powinna być po stronie sprzedającego ale to już musi potwierdzić prawnik.
-
Dopóki nie przedstawi opinii rzeczoznawcy, nie ma się czym przejmować. Gość ma problem, bo musi udowodnić Twoją winę. Jest to bardzo trudne. Nawet jeśli była jakaś wada, rzeczoznawca musiałby udowodnić, że pierwotny właściciel o tym wiedział. A jak udowodni? Jeśli nawet coś było, to przecież nie jesteś jasnowidzem, aby przewidzieć, że za parę km coś zacznie się dziać.
Zwyczajnie poproś o opinię rzeczoznawcy, do której będziesz mógł się rzeczowo odnieść. Na razie trudno się odnieść do "bicia piany".
-
Jeśli ten zapis "kupujący zapoznał się ze stanem pojazdu......" nie ma mocy prawnej, to mogę kupić od ziomka auto i przyjść za pół roku że mi coś dzwoni w silniku i chcieć pieniędzy. Poza tym z tego co widzę, brak wiedzy nie zwalnia ani sprzedającego ani kupującego z odpowiedzialności. Także wg. mnie: widziały gały co brały.
-
Wiadomo zasięgnąć opinii prawnika ale tylko i wyłącznie takiego, który obraca się w przedmiocie umów, gwarancji, rękojmi i odpowiedzialności (zwłaszcza w obrocie samochodami) czyli ma praktykę w tej materii, albowiem u nas jest tak, że co prawnik to inne zdanie i prawnik od alimentów do tego na pewno się nie nadaje.
Prywatnie wydaje mi się, że jak sprzedający nie zataił (specjalnie) żadnej wady czy naprawy z tym związanej to może spać spokojnie, a jak oszukał kupującego świadomie to może się martwić.
Osobiście miałem jedno takie zdarzenie, że sprzedałem swojego Fiata Tipo (parolatka) a na drugi dzień po sprzedaży kupujący dzwonił, że się rozmyślił i go to auto już nie interesuje i że chce go zwrócić. Stanowczo stwierdziłem, że nie zgadzam się na zwrot i że mnie to auto też już nie interesuje bo go sprzedałem czyli przeniosłem własność przedmiotu umowy. Sprawa się skończyła na dwóch telefonach i auta nie przyjąłem.
Zawsze standardowo piszę w umowach kupna sprzedaży, że kupujący zna stan techniczny oraz, że gwarancja i rękojmia nie ma zastosowania. W ten sposób wyrażam swoje zdanie, że jak sprzedaję to jest to moje nieodwołalne stanowisko.
-
Wiadomo zasięgnąć opinii prawnika ale tylko i wyłącznie takiego, który obraca się w przedmiocie umów, gwarancji, rękojmi i odpowiedzialności (zwłaszcza w obrocie samochodami) czyli ma praktykę w tej materii, albowiem u nas jest tak, że co prawnik to inne zdanie i prawnik od alimentów do tego na pewno się nie nadaje.
To chyba raczej oczywiste. Podobnie jak z wadą wzroku nie idzie sie do proktologa, a jeden i drugi są lekarzami
-
Bardzo dobry temat, bo może to spotkać każdego w tym popier....ym kraju i już się odzywają specjaliści ?zapis nie ma znaczenia, mocy prawnej itp?.
Kolega pyta czy ktoś miał z tym do czynienia. W tym kraju socjalizm pierze ludziom mózgi,
ktorzy uważają ze wszystko się należy ....
-
A najciekawsze, że każdy może być po jednej, jak i po drugiej stronie. Tak więc wszystkie odpowiedzi i porady w tym wątku są jak kij - mają dwa końce.
-
Na końcu każdego takie sporu jeżeli strony skierują sprawę do sądu (czy to z powództwa cywilnego czy w sprawie karnej) jest proces sądowy zakończony orzeczeniem i dopiero takie orzeczenie (czy wyrok) ale już prawomocne przyniesie nam rozstrzygnięcie w sprawie. (pomijając odwołania). Tak więc taka droga jest niejednokrotnie baaaardzo długa.
Znajomy miał prowadzoną sprawę karną bo jak się okazało sprzedał swoje auto, które miał parę miesięcy z przekręconym do tyłu mocno licznikiem i został posądzony o oszustwo. Sprawa ciągnęła się w prokuraturze ponad dwa lata ( w tym powoływano różnych biegłych). Ustalono bezsprzecznie, że licznik został cofnięty o około 200 tyś km jednak nie ustalono, który z poprzednich właścicieli auta dopuścił się tego czynu i sprawę ostatecznie prokuratura umorzyła. Nie wiem czy były tam jeszcze procesy cywilne i jak się zakończyły.
Trzeba też pamiętać o tym, że każdy sąd jest niezawisły ( taki powinien być) tak więc w tej samej sprawie dwa różne składy orzekające mogą wydać dwa zupełnie inne wyroki. Najbardziej jest to widoczne przy wszelkiego rodzaju odwołaniach do wyższej instancji.
-
Sprawa załatwiona polubownie, dałem 2tys. na naprawę. Nie chciałem włóczyć się po sądach, trochę przez to że to był znajomy.
-
Teraz facet straszy mnie sądem i podpiera się rękojmią.
powyższe średnio pasuje do zachowania znajomego. Ale jak jesteś zadowolony z rozwiązania to spoko :)
-
Sprawa załatwiona polubownie, dałem 2tys. na naprawę. Nie chciałem włóczyć się po sądach, trochę przez to że to był znajomy.
Czyli przyznałeś się do winy.
-
Czyli przyznałeś się do winy.
Właśnie ?! Strach teraz sprzedać używany samochód !! :wallbash:
-
Nie. Tylko nie można zatajać różnych wad.
-
teraz sprawa jest bardziej otwarta. Wystarczy że nowy właściciel stwierdzi, że jednak wada okazała się większa i kosztowniejsza <taniec>
-
Myślisz że przekazałem pieniądze bez stosownego oświadczenia sporządzonego przez prawnika? Podpisał oświadczenie. Teraz dopiero wiem że sprzedając samochód w umowie musi się znaleźć zapis o wyłączeniu przepisów rękojmi za ewentualne wady.
-
Trzeba było by sprawdzić czy wprowadzenie tego zapisu jest zgodne z prawem. I tak w kółko :)
-
powyższe średnio pasuje do zachowania znajomego.
I właśnie w ten sposób traci się znajomych i przyjaciół - wspólne interesy i sprzedaż samochodu
-
Nie. Tylko nie można zatajać różnych wad.
Kto mówi o zatajaniu ? , przy używanym samochodzie usterka może w każdej chwili powstać , pomimo dobrej wiary sprzedającego
-
powyższe średnio pasuje do zachowania znajomego.
I właśnie w ten sposób traci się znajomych i przyjaciół - wspólne interesy i sprzedaż samochodu
Nawet gdyby to nie był znajomy postąpił bym tak samo. Postaw się na miejscu kupującego. Ciekawe jakbyś się czuł
-
Ktoś kupuje używany samochód i go sprawdza. Jak długo chcesz naprawiać mu powstałe w trakcie jego użytkowania usterki? To nie jest nowy pojazd, który nie ma wad. Widocznie o zaistniałej wiedziałeś skoro postanowiłeś partycypować w kosztach naprawy.
-
Nie wiedziałem. Poczytaj o rękojmi. Jeżeli sprawa trafi do sądu to jesteś na łasce sędziego i biegłego. Nigdy nie jesteś pewien że wygrasz. A wtedy koszty rosną w zastraszającym tempie. Facet przejechał od zakupu 500km więc sąd mógł uznać że usterka mogła być już u mnie. Wolałem tego uniknąć i postąpiłem jak postąpiłem. Każdy postąpi jak będzie uważał. Zacząłem wątek z myślą o wskazanie prawnego rozwiązania problemu z autopsji. A otrzymałem trzy strony z (wyjątkami) postów Wujków dobra rada.Temat uważam za zamknięty.
-
Sąsiad sprzedawał kilka lat temu samochód, w którym silnik wyraźnie głośno pracował. Po kilku dniach od sprzedaży kupujący wrócił i zrobił awanturę. Następnego dnia samochód był już z powrotem u sąsiada.
Kiedyś kupiłem samochód od mechanika. Po przejechaniu kilku km okazało się, że bierze i wypycha płyn chłodzący - w zależności od ciśnienia w układzie. Ewidentnie coś popsute. Sprzadawca próbował naprawiać ale ostatecznie nie naprawił i po mini awanturze zwrócił pieniądze.
Autopsja powyżej natomiast zgadywałbym, że konkretniejszych porad prawnych lepiej szukać na forum prawniczym :grin:. Pozdrawiam.
-
Życzę wszystkim takiich sprzedających
-
Nie wiedziałem. Poczytaj o rękojmi. Jeżeli sprawa trafi do sądu to jesteś na łasce sędziego i biegłego. Nigdy nie jesteś pewien że wygrasz. A wtedy koszty rosną w zastraszającym tempie. Facet przejechał od zakupu 500km więc sąd mógł uznać że usterka mogła być już u mnie. Wolałem tego uniknąć i postąpiłem jak postąpiłem. Każdy postąpi jak będzie uważał. Zacząłem wątek z myślą o wskazanie prawnego rozwiązania problemu z autopsji. A otrzymałem trzy strony z (wyjątkami) postów Wujków dobra rada.Temat uważam za zamknięty.
O tym dokładnie pisałem i jeden mądry już mnie zwyzywał. Taki to kraj - ?specjaliści od wszystkiego?są wszędzie! Monitor i klawiatura wystarcza do bycia ekspertem!
-
Nie rozumiem dlaczego poszedłeś na ugodę skoro sprzedałeś sprawny samochód, bez wad o których nie wiedziałeś ....
-
Bo jestem uczciwy i jeżdżę Toyotą
-
Może zamkniemy bo robi się gównoburza a porada prawna już niepotrzebna. :o