Może kiedyś przy odsprzedaży kupujący chętniej kupi auto reguralnie serwisowane w ASO.
Dla laika to wystarczy, praktyk i tak obejrzy wszystko bo czasem oko więcej widzi, niż serwis wpisał. Wystawisz ceną sobie właściwą, wyższą od rynkowej, to auto i tak poczeka na tego co przyjedzie. Na odległość nikt nie porwie się na cenę +. Niestety wiele szrotu zaniża ceny tych co są naprawdę zadbane i od tak nikt na odległość szczupaka nie zrobi. Znam to z życia. Sprzedawałem auto w chyba 2001 roku, dbałem jak umiałem, cenę wystawiłem ponad rynkową. Miejscowi dawali 2k. Aż po roku ktoś przyjechał, obejrzał, docenił stan i zapłacił 5k. Tylko to było auto 18-letnie i poza ASO, a o książkę nikt nie pytał. Tak naprawdę im dalej od gwarancji, tym bardziej się liczy to co widać.
wpisie i pieczątce
I to jest cały koszt przeglądu, bo resztę robią ludzie jak wszędzie. Jak pojedziesz ze swoim olejem, to zapewne 4L im wystarczy, a jak leją z beki swój to wychodzi 4.2L. Rok temu to świat się zmienił, tak jak i ceny.
Są lepsi w traktowaniu aut, my się jeszcze tego uczymy, to z UE idzie do nas. Tam ludzie kupują i robią tylko co trzeba, wedle wskazań ASO, razem z ich interwałami. Piłują i katują, bo mają już zakodowane, kończy się gwarancja i następny, no i tak już zawsze. Dobrze wiedzą, że sentymenty się skończyły, wiedzą że obecne auta to shit na kołach i nie ma co liczyć na trwałość kosmiczną. Czyli zysk idzie w górę, trwałość w dół i wszystko się kręci szybciej, bo producenci by na ryżu wszystko musieli utrzymywać. Jeśli było by inaczej, to świat by Tesle zalały. A jakoś te kosmiczne podboje nie przekładają się 1:1 na auta.