Ja nic nie zrobiem. Popatrzyłem sobie na niego umytego, zachwyciłem się wielkimi drobinami lakieru metalicznego w słońcu. Pomyślałem że czterolatek (ponad) z takim idealnym i nieporysanym lakietem, to w tym kraju skarb. Pomyślałem sobie że dbam o auto, z zewnątrz idealny, w komorze zalane co trzeba i klocki hamulcowe nie zazdroszczą. Za to zaniedbuję wnętrze. Pełno piachu, 0,5mm kurzu na desce. No cóż. Taki jestem.