Czy Wy tez macie problemy z lakierem?
U mnie lakier jest kompletnie nieodporny na działanie ptasich ekskrementów (odchodów) i straszliwie miękki. Wiem, że w instrukcji obsługi jest napisane, iż zabrudzenia organiczne należy usunąć jak najszybciej. Ale to co jest z moim samochodem to dosłownie jakaś kpina. Wystarczy kilka godzin nawet w cieniu żeby gówna wyżarły bezbarwną warstwę lakieru. Wieczorem umyłem samochód, następny dzień do pracy. Po wyjściu na dachu wielka kupa + odpryski. No to otwieram bagażnik, wyciągam wodę, ściereczkę. Samą wodą się nie rozpuści, delikatnie zbieram ściereczką. Gówno zawierało piasek. Wiec teraz mam wyżarty lakier i do tego jeszcze porysowany! Rozumiem, że ptasie odchody zawierają kwas moczowy który rozpuszcza lakier, ale nie rozumiem dlaczego na innych samochodach takie uszkodzenia zdarzają się niezwykle rzadko a w moim jeszcze nie było kupy która by nie zostawiła śladów. Z wyjątkiem tych które zauważyłem natychmiast np. w trakcie jazdy, zatrzymałem się i od razu zmyłem. W tej chwili na dachu mam około 30 plam wielkości 1-6 cm. Zawsze mam przy sobie wodę i zmywam to dziadostwo natychmiast po zauważeniu.
Druga sprawa to miękkość lakieru. Zwłaszcza w okolicy klamek jest to widoczne, zarysowania nawet głębokie robią się już od przejechania paznokciem po lakierze. Na myjni samochodowej lakier można porysować gumowym czystym wężem.
Jestem już umówiony z rzeczoznawcą i zgłaszam sprawę do centrali Toyoty. Dealer w Tarnowie twierdzi, że tak ma być. Miękki lakier nieodporny w ogóle na kupy i paznokcie wg właścicielki salonu jest czymś normalnym i niewadliwym.
Czy Wy też macie takie problemy? Może rzeczywiście Toyota sprzedaje samochody z ekskremalnie (celowy błąd) miękkim lakierem, a może jednak tylko mój egzemplarz jest jakiś felerny.
Pozdrawiam
Krzysiek