Mam oprócz nowego Aurisa Corollę E11 po lifcie z 99 roku. Auto kupiłem używane i zaraz po zakupie zaczęły się sypać najróżniejsze rzeczy. Wymieniłem w niej katalizator (oryginalny, prawie 3 tys.), dwie sondy lambda, dwie cewki zapłonowe i jeszcze kilka drobiazgów pomijając oczywiście rzeczy typowo eksploatacyjne jak amortyzatory, tarcze, klocki, pasek osprzętu, akumulator itp. z których wymianą się liczyłem przy zakupie. Wszystko wychodziło stopniowo więc dokładałem. Po wymianie tego wszystkiego i dołożeniu do samochodu kwoty równej cenie zakupu mam nadal stare auto żłopiące 0,7 litra oleju na 1000 km (wada fabryczna pierwszych VVT-i) i zapalające "check engine" raz na jakiś czas (usterka układu VVT-i, przypuszczalnie wynikająca z tego, że jeden z poprzednich właścicieli nie dopilnował poziomu oleju i lekko przytarł układ). Pewnie trochę miałem pecha, trochę powodem jest nieznany mi ale przypuszczalnie dość znaczny rzeczywisty przebieg samochodu. Mimo wszystko jestem zadowolony, bo żadna usterka nie wystąpiła nagle w trakcie podróży unieruchamiając samochód, a to jest najważniejsze. Znajomi z innymi markami też opowiadają o swoich przygodach i tam bywa gorzej. To i dobry kontakt z ASO sprawił, że kolejny samochód to też Toyota. Reasumując jak chcesz auto niezawodne to kup albo model z czasów kiedy Toyoty były nie do zajechania (np. Corolla E11 przed liftem), albo nówkę na gwarancji.