Wkradł się błąd... Miałem na myśli ASO. Na Brzezińskiej robiłem.
Zacząłem od maila do ASO i PZU jednocześnie z pytaniem co to w ogóle wszystko ma być.
ASO odpisało, że przyjęło zgłoszenie i jest im bardzo przykro, że nie jesteśmy zadowoleni z naprawy a PZU wysłało mi kosztorys, który wkleiłem już powyżej.
Niezwłocznie więc wysłałem go do ASO z żądaniem wyjaśnień - tak jak było ustalone PZU zasądziło wymianę wszystkiego.

Na co dostałem odpowiedź, której się nie spodziewałem. Twierdzili oni, że PZU nie uwzględniło nigdy tych elementów a kosztorysu, który wysłałem nigdy nie widzieli i mają swój:

Po tym mailu zadzwoniłem z powrotem do pana z PZU prowadzącego moją szkodę i w jej trakcie przesłałem tego maila.
Jakie było zdziwienie kiedy pan z PZU zapytał się co to jest za kosztorys i skąd ja go wytrzasnąłem, bo tamten (wysłany przez nich) był zaakceptowany i mają go przyklepanego z danymi ASO.
No więc sprawa znowu zakręca o 180° i dzwonimy do ASO mówiąc to, co powiedział pan z PZU. Po chwili namyślania się pan z ASO powiedział, że sprawdzi i oddzwoni albo odpisze.
I nagle surprise! Dzwoni znowu, tym razem jakże zdziwiony, że przecież my jesteśmy umówieni na 10 grudnia na wymianę reszty, bo długo szły pozostałe elementy i jak to możliwe, że tego nie wiemy.
Szkoda, że ten sam pan stojąc z nami przy odbiorze auta na ciemnym z resztą jak pupa negroidalnego mężczyzny w deszczu wymieniał po kolei wszystkie elementy które zostały wymienione.
Mam z resztą podpisany odbiór auta z JUŻ ZAKOŃCZONĄ PRACĄ NAPRAWCZĄ!
A na koniec dostałem maila z potwierdzeniem tego co było przez telefon

Pytanie brzmi: Czy mają tam aż taki burdel, że sami nie wiedzą co mają i co zrobili czy szukają debila, na którym zarobią sobie 8 tysięcy extra?