Pochwaliłem się tamtym rekordem, bo był to naprawdę nadzwyczajny wynik. W ciepły letni dzień, bez używania klimy i przy prędkościach poniżej 100km/h. Przez całe lato, jak mnie nie było, Małżonka ujeździła ok. 4000km (będąc również w Czechach) i średnio spaliła 4.1.
W tej chwili jeżdżąc po Trójmieście utrzymuję 5.4-5.5. Oczywiście nie spuszczam prawego oka z HSI i uciekam się do takich sztuczek, że np. włączam ogrzewanie i nadmuch tylko, gdy i tak ICE musi pracować (np. jazda pod górkę). Przy zjazdach i coastingu wyłączam grzanie i nadmuch. No chyba, że jest wyjątkowa wilgoć i szyby parują - wtedy to już nie ma zmiłuj, trzeba spalać benzynkę :(
O tyle mam fajnie, że mieszkam dość wysoko i pierwszy wyjazd z domu, z ciepłego garażu z reguły jest to długa jazda w dół. Silnik tylko kręci, aby się rozgrzać przez pierwsze kilkadziesiąt sekund. Do fazy S2 co najmniej.
Przyblokowałem już dolny grill, zostawiłem jedną szczelinę otwartą, zatkam ją, jak będzie poniżej zera na zewnątrz. Brakuje mi monitoringu temperatury w chłodnicach. Coś mi się kisi moje OBDII - nie mogę sparować Androida na bluetooth i wywala mi błąd połączenia. A już raz mi się udało i potem znowu doopa.