Słuchajcie,
mam osobiście avensis 2.0 benz. z roku 99 i nic przez 14 lat się w nim nie popsuło poza stacyjką i poza regularnym krzywieniem się tarcz hamulcowych.
Obecnie jestem na etapie sprzedawania 2 letniego Yarisa III 1.33 automat z przebiegiem 8 tys. km, z uwagi na śmierć mojego taty.
W ubiegłą sobotę przyjechali potencjalni kupcy, ja wsiadam do auta aby wyjechać z garażu i co się okazuje - nie mogę zapalić.
Po kilkunastu próbach w końcu się udało, ale na nabywcach nie zrobiło to dobrego wrażenia.
Przyznam się, że na mnie również, powiedziałem wręcz - to niemożliwe, to jest przecież toyota, one zawsze zapalają.
Pojechaliśmy do serwisu aby zapytać się co mogło być przyczyną trudności w zapalaniu.
Miły Pan z serwisu powiedział, że nie ma pojęcia i już miałem odjeżdżać spod serwisu z potencjalnymi nabywcami ze skwaszonymi minami, gdy pan z serwisu wyszedł do mnie i powiedział, że zaprasza, ponieważ sprawa może być poważna.
Oddałem auto w poniedziałek do diagnozy i okazało się, że konieczna jest poważna naprawa silnika - podobno w silniku stwierdzono jakąś wadę konstrukcyjną, która powoduje, że jeśli jeździ się na niskich obrotach (co przy automacie jest regułą - tak jest zaprogramowana ta skrzynia) ponadprzeciętnie dużo nagaru osiada na gniazdach zaworowych co doprowadza do ich nieszczelności.
Jestem tylko ciekaw, czy po naprawie toyota usunie przyczynę występowania awarii, czy zlikwiduje tylko skutki. Bo jeśli tylko skutki, to można oczekiwać, że ze kolejne 2 lata awaria znowu wystąpi, tylko że auto już nie będzie na gwarancji. A naprawa silnika, to podobno koszt rzędu 10 tys. zł.
Moim zdaniem, jeśli to wada konstrukcyjna, Toyota powinna ogłosić akcję naprawczą polegającą na wymianie wadliwych części we wszystkich Yarisach. W końcu toyota reklamuje się hasłem "bezawaryjna". Podobno większość nauk jazdy już takie naprawy przechodziły, nawet kilkukrotnie, co wskazuje na to wadą są dotknięte te samochody.
Faktem jest, że obsługa w serwisie jak zawsze super. Nie czekali aż silnik zupełnie wyzionie ducha ( do serwisu podjechałem zupełnie normalnie po tym jak po 10 minutach cudem odpalił), lecz wzięli auto bez wahania do diagnozy - czyli zdjęcie pokrywy zaworów w celu obejrzenia czy jest nagar.
Potem zadzwonili do mnie z informacją - że przypuszczenia serwisu się potwierdziły - usterka jest poważna. Do wymiany sporo elementów ale dokładnie nie wiem które.
Mam jednak pewne obawy.
Z hamulcami mojego Avensisa było tak:
w okresie gwarancji zgłaszałem bijącą kierownicę w trakcie hamowania (przyczyną były wykrzywione tarcze hamulcowe). Na gwarancji w roku 2002 wymieniono mi tarcze.
Jednak aby zlikwidować przyczynę krzywienia się tarcz hamulcowych, toyota była powinna wymienić kompletne hamulce - tarcze, zaciski, linki, osłony tarcz na większe - takie jak wprowadzono po liftingu. Te mniej się grzeją nie tylko z uwagi na średnicę ale również dlatego, że lepiej odprowadzają ciepło - zmieniono konstrukcję tarcz (jest wentylowana od środka tarczy). Toyota tego nie zrobiła, mimo, że na pewno mieli pełno tego typu zgłoszeń (widać to po ilości wpisów na forum). Wada najważniejszego elementu, który stanowi o bezpieczeństwie jazdy - hamulców, została de facto przez Toyotę zbagatelizowana. Wymieniane były tylko tarcze (z uwagi na koszty) co z góry wiadomo było że zakończy się prędzej czy później powtórką usterki.
Z powodu bijących tarcz hamulcowych dochodzi do szybkiego zużycia się drążków kierowniczych (tworzą się luzy)- ale to już klient po gwarancji musi wymieniać na swój koszt.
I tak dochodzimy do sedna, że do wpadek Toyota nie lubi się przyznawać. Nie ogłasza akcji serwisowych lub ogłasza niewiele nawet jeśli wadą dotknięta jest część stanowiąca o bezpieczeństwie jazdy.
I chodzi mi o jedno. Całe szczęście że są fora samochodowe.
Z nich obecnie użytkownicy mogą się dowiedzieć, że ich usterka to typowa usterka, czyli wada fabryczna, która powinna zostać naprawiona nawet po okresie gwarancji - bo de facto producent powinien wezwać auta do serwisu i dokonać wymiany wadliwych części.
Wydaje mi się, że polityka Toyoty jest taka - jeśli mamy klienta, któremu trafi się usterka w okresie gwarancji lub nawet w ciągu 1 rok po gwarancji, naprawmy ją szybko , aby rozgoryczony klient nie narobił hałasu w internecie. Bo hałas w internecie nie jest dla nas korzystny, bo może ujawnić, że usterka jest wadą fabryczną, do usunięcia której powinni zostać wezwani wszyscy użytkownicy Toyot Yaris 1,33 VVTI. Chciałbym zachęcić wszystkich, którym trafiła się taka awaria, aby napisali o tym na forum, wtedy inni będą mogli ocenić, czy to awaria jedna na tysiąc, czy sto na tysiąc. I może w ten sposób zmusimy toyotę do przeprowadzania akcji serwisowych.
Chciałbym aby przy pomocy tego forum nauczyli Toyotę, że nawet ona ma powinna czasem ponieść koszt akcji serwisowych .