Ogólnie to w Toyocie z zasady dużo trudniej cokolwiek "wyciągnąć" aniżeli w innych markach. Owszem, da się - ale nie jest to łatwe. Zależy od kupującego, sprzedawcy, chwili itd.
Mała podpowiedź

Siedzę w branży motoryzacyjnej od '99 roku, wcześniej u dealera, teraz u importera (czyli przedstawiciela "jakiejśtam" marki na Polskę).
Jeżeli chcecie naprawdę dobrze kupić samochód, a jest on u dealera, względnie jeszcze na składzie celnym, jest bardzo duża szansa, że przychodząc do salonu 3-5 dni przed końcem miesiąca, ugracie znacznie więcej, niż byście to zrobili na początku miesiąca. Powód jest prozaicznie prosty - praktycznie każda marka narzuca swoim dealerom cele sprzedażowe, a wiadomo, tam gdzie wyznaczane są cele jest i premia. Często się zdarza, że jakiemuś dealerowi brakuje kilku sztuk do celu (czytaj: osiągnięcia dodatkowych pieniędzy tytułem premii za realizację celu). Pod koniec miesiąca jego skłonność do ustępstw jest znacznie większa, niż na początku miesiąca. Średnia premia za auto (w zależności od segmentu, "zalegania" na stocku itp.) waha się od kilkuset do nawet tysiąca złotych. Jeżeli dany dealer ma cel miesięczny np. 30 szt., to wiadomo, ile na koniec jest pieniędzy do ugrania...

Czasami odpuszczają nawet kilka tys. zł, lub ładują w samochód bagażnik akcesoriów, byleby klient podpisał zamówienie i wziął fakturę do końca miesiąca, bo i tak "przytuli" się znacznie więcej. I cała filozofia.
Problem jednak mają przede wszystkim klienci... Toyoty

Nie od dzisiaj wiadomo, że najlepiej rozwinięty CRM ma TMP i wręcz zakazuje dealerom (pod groźbą kary finansowej). Jakiekolwiek "dodatkowe" negocjacje są bardzo nimiele widziane, a klient ma wyjść od jakiegokolwiek dealera praktycznie z taką samą ofertą. Dla klienta to źle, dla dealerów TMP bardzo dobrze. Nie jest psuty rynek.