Auto po wyjechaniu od gazownika, wymienieniu wszystkich uszczelek, sprawdzeniu elektrozaworów itd. działało idealnie. Aż w pewnym momencie przy próbach przełączania gaz-benzyna-gaz-benzyna itd. zdechło. I objawy jak wcześniej... Gazownik ze swojej strony zapewnił, że działa wszystko jak trzeba, i działa faktycznie. Mam pewne podejrzenia co do samego kontrolera STAG2-W z przełącznikiem w aucie, może coś tam nie trybi jak powinno.
Dojechałem do Poznania, próbowałem przełączyć z powrotem na benzynę - auto gaśnie. Gazownik powiedział,że mam "słabą iskrę" cokolwiek to oznacza ale na jego nowych świecach było tak samo. Mój tata z kolei zalecił mi, abym odpalił auto z popychu - wtedy się okaże czy immobiliser jest i czy w ogóle blokuje. Auto było zadławione i nie chciało odpalić na PB, rozpędziłem je na gazie, zgasiłem silnik, włączyłem benzynę, wrzuciłem dwójkę, włączyłem zapłon i puściłem sprzęgło - auto pojechało jak gdyby nigdy nic. Po prostu jechało idealnie. Nie zgasło ani nic.
Mój tata zainteresował się tematem, trochę pogrzebał i znalazł jeszcze dwie możliwości - albo woda w baku (w co wątpię, bo jadąc w pt do Kutna przepaliłem pół zbiornika PB98 aż do zapalenia się rezerwy) albo uszkodzony czujnik położenia wału,który może wysyłać informacje do komputera o położeniu, żeby dobrać odpowiedni kąt wyprzedzenia zapłonu. Może to być coś z tych dwóch rzeczy? Na razie będę korzystał z drugiego kluczyka, może faktycznie mam ten immobiliser i jest niewyłączony? Zobaczymy, póki co stoję w miejscu. Świece wymienione, przewody poizolowane, pozakuwane końcówki na nowo, masy wszędzie wyczyszczone papierem ściernym i kontaktem, alarmu wypiąć nie da się w pełni, więc za niego się nie biorę póki co. Zawory teściu przed oddaniem mi Cariny sprawdzał, jeden miał delikatne luzy ale to było tam w jakiś sposób korygowane - nie potrafił mi powiedzieć ale coś tam z tym działał mechanik na pewno. No sam fakt, że jak mi przekazywał to auto działało jak powinno, problemy wystąpiły jakoś po zimie świeżo...