[EDIT]
Nie znam dokładnych pomiarów, nie interesowałem się tym, jak napisałem wcześniej, naprawą zajął się zaufany kolega. Planowanie głowicy robił oddzielny zakład, do którego głowica trafiła od kolegi. Słowa o skrzywieniu są słowami macherów z zakładu planującego.
Pod pojęciem "solidnie splanowana" mam na myśli dość czasochłonne ściąganie materiału z głowicy. Nie było to "zabielenie".
Ufam, że kolega zrobił wszystko zgodnie ze sztuką, jest mechanikiem z 30 letnim stażem i pracował w oparciu o serwisówki Toyoty jak i Haynesa

Auto odebrane. Idzie jak burza
Całościowo wyszło 2084 PLN.
Kwoty:
-514 PLN uszczelki z Toyoty (głowica, kolektory ssący/wydechowy)
-100 PLN uszczelniacze zaworowe
Robocizna +/- 1300 (planowanie głowicy, docieranie zaworów, wymiana 7 płytek, wymiana uszczelniaczy, regulacja tegoż, płukanie chłodnicy z masła).
około 100 PLN jakieś drobnostki typu klej, pasta, benzyna ekstrakcyjna, płyn chłodniczy
Co do wygięcia głowicy, doszło do tego najprawdopodobniej w wyniku jej przegrzania.
Kupując auto liczyłem się z tym (a nawet brałem jako pewnik, nie wiem dlaczego). Tak jakoś sobie wykoncypowałem, że silnik musiał być przegrzany, skoro miał wymienianą chłodnicę. Obserwując stan ogólny auta i niefrasobliwość właściciela, pasowało mi, że przeoczył fakt braku płynu i zainteresował się tematem dopiero jak wskaźnik temperatury wszedł na czerwone pole.
Dodatkowo auto miało dwu-trzyletni postój, który dobił uszczelkę do końca.
Ponieważ jest to Toyota, zniosła ona ten fakt z godnością i nie wysypało się to od razu przy zakupie, a dopiero po ok. 2000 km
Grunt, że sprawa została mam nadzieję zażegnana i teraz będę mógł skupić się na detalach, tym bardziej, że idzie wiosna!