Samochodem dojeżdżam do pracy ok 40 km raz w tygodniu poza miasto i 3x 12 km po mieście. Nie mogę rozsądnie skorzystać z transportu publicznego przynajmniej na dłuższym dystansie. Moja 13-letnia Laguna 1.9dCi nie dawała już tego poczucia bezpieczeństwa, choć narzekając zgrzeszyłbym.
Dzieci już poza domem, więc - kompakt. Mazda3, Honda Civic, Toyota Auris, Volvo V40, BMW 1, Mercedes A ... coś w okolicach 100 tysięcy było w zasięgu. Kiedyś miałem Golfa, ale po wtopie z dieslami gdzieś musieli kasę odzyskać - dlatego nawet A3 nie miałbym odwagi zaryzykować.
Do salonu Toyoty miałem najdalej, więc zacząłem tam. Wsiadłem do hybrydy, wypróbowałem. Spodobała mi się od pierwszego wejrzenia. Troszkę drażnił mnie hałas silnika na wysokich obrotach przy bardziej dynamicznym przyspieszaniu, ale przy delikatniejszej jeździe było do zniesienia. Skonfigurowaliśmy z dealerem rozsądną opcję.
Postanowiłem odczekać dwa tygodnie, tak dla ochłonięcia. Nie odwiedzałem innych salonów, bo i po co.
No i po półtora tygodnia (listopad 2016) Lexus przedstawił swoją promocję.
Zadzwoniłem, ustaliłem szczegóły leasingu i wyposażenia (nie było tego wiele, najtańsza wersja z metalikiem wulkaniczny grafit, telewizorkiem, halogenami, alusami 16', dżojstikiem do radia i czujnikami parkowania z tyłu), wpłaciłem kasę, zamówiłem Micheliny Cross Climate (bo było na letnich) z wysyłką do salonu.
Za parę tysięcy więcej dostałem oczywiście mniej wybajerzoną opcję.
Za dwa tygodnie pojechałem 160 km pociągiem do salonu i wtedy zobaczyłem auto po raz pierwszy nie na zdjęciu.

A to cieszy mnie najbardziej, spalanie na wykazanym dystansie


Gdyby nie ta promocja Lexa, dziś jeździłbym Aurisem.
Pewnie byłbym nie mniej zadowolony z zakupu.
W końcu ta sama stajnia, ten sam zespół napędowy, ta sama niezawodność na której mi najbardziej zależało.
Moja roześmiana morda gdy do niego wsiadam - bezcenna. I tak już przez 10 miesięcy.