Kwintesencja to wpis jednego z internautów pod tym artykułem.... DOKŁADNIE to miałem na myśli pisząc, że chodzi tylko o kasę a nie o żadne ekologie:
~jerzy- 47 min temu
wydzielanie sieci ładowania do OSD to rozpaczliwy ruch w kierunku ratowania akcyzy od paliwa. W Polsce ten podatek umieszczono w paliwie i do tej pory było łatwo to rozliczać. Teraz, kiedy ładować można z instalacji mieszkaniowej powstanie luka nie do opanowania. Kiedy kupowałem żonie elektryczne auto wskazałem na największego wroga Urzędu Skarbowego. To wtyczka Plug-in.
O ile w przekręcie, którego dopuścił się ten chory kraj z olejem opałowym używanym do ogrzewania - czyli dorąbać akcyzę jak na olej napędowy bo jakiśtam niewielki % ludzi na tym jeździło, co przy okazji spowodowało natychmiastowe zamordowanie branży urządzeń grzewczych olejowych - to z energią elektryczną już to nie przejdzie.
Wymagałoby to dowalenia akcyzy od paliw używanych do napędu pojazdów do każdej kWh, również tej do oświetlenia np choinki, wybuchłaby rewolucja i ssyny by wisiały na latarniach. Z tego zresztą dokładnie powodu nikt się nie odważył tknąć paliwa tzw. rolniczego - bo by ich chłopi na widły nabili i wlokli po Warszawie :D Tu więc "opłaca się" rządzącym udawać, że się nie wie, że całe wsie i okoliczne miasteczka jeżdżą na bezakcyzowym paliwie dla traktorów do orania pola :D
A tak po wydzieleniu z ogólnej puli zużycia samej energii elektrycznej użytej do ładowania auta można będzie ją łatwo zmierzyć i znienacka oakcyzować tak, że jazda "elektrykiem" po uzbieraniu wspomnianej przeze mnie wcześniej odpowiedniej grupy frajerów oczywiście, będzie droższa od auta benzynowego.
Jeszcze jedno mi się przypomniało - związane z LPG. Naście lat temu do ceny gazu dowalili już nie pamiętam dokładnie czy jakiś nowy wówczas podatek czy akcyzę, rzecz w każdym razie związaną z pojazdem i używaniem dróg. W efekcie jak pojechałem napełnić sobie butlę taką turystyczną, co na np. kempingu można sobie ugotować zupę na niej to też zapłaciłem tę opłatę od użycia dróg :D . Tak samo jak pojechałem napełnić butlę dużą, 11 kg. Nikt mi tych opłat nie odliczył, pomimo, że na takiej butli w żaden sposób sie jeździć nie da, no może na baaardzo upartego dałoby sie ją turlać po ulicy ewentualnie...
Ludzie zaczęli dymić bo czemu mają płacić to skoro na tych butlach nie jeżdżą a gotują wspomnianą zupę.
Chory kraj uszczęśliwił więc ich, zakazując napełniania butli na stacjach do tankowania samochodów. Była to niby przy okazji świetna sytuacja do wprowadzenia i wydania
kolesiom swoim kolejnych koncesji, tym razem na napełnianie butli LPG. Ten etap odpowiada w obecnym projekcie ustawy wydzieleniu sieci do zasilania ładowarek z ogólnej sieci :D
Efekt ? Dzisiaj przy cenie LPG na stacji około 2 zł za litr (wraz z akcyzą, podatkiem od dróg, VATem) za napełnienie butli 11 kg (a objętościowo wchodzi do niej niecałe 20 litrów) płacimy ok. 55 zł z VAT - bez żadnych podatków związanych z drogami czyli wychodzi ponad 2,75 zł za litr dokładnie tego samego gazu co na stacji po 2 zł z podatkami od dróg.
A jeszcze lepszy wałek jest z butlą turystyczną, tam płaciło się kilka lat temu (potem już nie korzystałem z tego dobrodziejstwa) 10 zł za 1 kg (czyli ponad 5 zł za JEDEN litr LPG) ! I sam jedziesz przez pół Warszawy np. z tą butlą do koncesjonowanego punktu napełniania w którym stoi DOKŁADNIE TAKI SAM dystrybutor jak na KAŻDEJ stacji do samochodów, tyle że koncesje ma koleżka.
Tyle w skrócie wart jest ten kraj i jego nibywalka o jakieś bzdury typu ekologia czy czystość powietrza. Auta elektryczne załatwią dokładnie tak samo. I nie ważne, kto będzie u koryta wtedy.
Kurwica mnie bierze jak się o tym wszystkim myśli, tym bardziej że jak sobie przypomnę, gdy byłem w kwietniu w Nicei to widziałem tam mnóstwo darmowych ładowarek dla aut elektrycznych normalnie przy ulicy stojących. I to bez żadnych osobnych linii zasilających. Do tego 6000 euro dopłaty od rządu do każdego zakupionego auta bezemisyjnego. Do tego zniżki za parkowanie i możliwość wjazdu do ścisłego centrum (gdzie nikt inny ani za 30 zł ani za 30 euro po prostu nie wjedzie). W Berlinie też jest z tgo co słyszałem podobnie. A w Polsce oczywiście musi być "lepiej".