Niestety przepisy kodeksu cywilnego w zakresie ubezpieczeń są mocno "niedoszacowywane" w praktyce. Wszelkie szkody i koszty dodatkowe jakie poniosłeś na skutek kolizji powinny być pokryte. A na pewno nie będą. Nie mówimy tu oczywiście o jakichś szkodach moralnych, tylko w pełni materialnych:
- uszkodzenie auta i utrata wartości pojazdu,
- podwyższone koszty eksploatacji auta zastępczego,
- Twój czas, w którym nie mogłeś pracować (czyli zarabiać) - to trzeba akurat wykazać, np. nie spotkałeś się z klientem i klient wycofał się z kontraktu/nie złożył zamówienia i poszedł do konkurencji, bo nie mógł na Ciebie dłużej czkać (oczywiście to hipoteza, bo nie wiem czym się zajmujesz).
Dla mnie to normalne straty. Nie wiem co koledzy za farmazony sadzą o "dorabianiu się na ubezpieczeniach", ale może mierzą własną miarą. W Twoim przypadku (jak i w 99,9% pozostałych) tak czy siak będziesz stratny nie ze swojej winy, ale sprawcy. Ale znów wracamy do tego co pisałem - czy warto się sądzić przez kilka lat o kilkaset zł (no chyba, że np. straciłeś kontrakt o wartości kilku-kilkudziesięciu tysięcy i skrupulatnie wykażesz, że kolizja była bezpośrednią (!) przyczyną utraty klienta).
Ubezpieczyciele doskonale wiedzą, że nikt się z nimi nie będzie sądził o mniejsze kwoty.
Ewentualnie możesz złożyć na piśmie żądanie (np. dot wyższych kosztów eksploatacyjnych pojazdu, bo procentowo są znacznie wyższe), a jak się nie zgodzą (a nie zgodzą się na pewno), to zgłoś to do rzecznika ubezpieczonych oraz do KNF. Skargi do nich są bezpłatne - jedynie (aż) Twój czas na tworzenie kolejnych pism.