Ciekawe czy jeśli klient dostanie samochód zastępczy który pali mniej to też oddaje to co zaoszczędził. Wtedy sytuacja by się diametralnie zmieniła
Nie do końca...
Ubezpieczenie jest formą opcji finansowej, a więc jest kontraktem asymetrycznym, tzn. jedna strona ma prawa (tu: kierowca) a druga obowiązki (tu: firma ubezpieczeniowa). Jednak za owe prawa płaci się z góry - premię opcyjną , która w przypadku ubezpieczeń jest po prostu składką ubezpieczeniową, stąd asymetria praw i obowiązków jest zgodna z KC. Celem ubezpieczenia jest pokrycie szkody, więc jeśli auto pali więcej, bo typ auta odbiega od posiadanego pojazdu, to jest to forma szkody/straty dla kierowcy. W drugą stronę to nie działa (tzn. jak auto pali mniej), bo właśnie na tym polega konstrukcja ubezpieczenia (czyli opcji - instrumentu asymetrycznego) i za PRAWO do NIEPOGORSZENIA sytuacji majątkowej na skutek ewentualnych strat klient (kierowca) zapłacił z góry. Tym samym, jeśli sytuacja kierowcy przypadkiem (!) staje się korzystniejsza, to nie musi za to nic zwracać. Co ważne - składkę płacimy z góry niezależnie od tego czy skorzystamy z ubezpieczenia czy też nie.
Gdyby rozliczenie było symetryczne (coś jak np. kontrakt forward), to wtedy oczywiście ubezpieczenie nie było bym takiem ubezpieczeniem jakie znamy. Ale też wtedy nikt nie płaciłby składki! Tylko działałoby to tak: jak jest szkoda, to ubezpieczyciel płaci, jak nie masz szkody, to kierowca płaci ubezpieczycielowi koszt ochrony = symetryczne prawa i obowiązki. Tylko takiego instrumentu praktycznie nie da się racjonalnie wycenić (bo wycenić się da, ale będzie to budzić wiele pytań i wątpliwości, a tym samym taki instrument nie mógłby trafić do zwykłego klienta ubezpieczalni).
Podsumowując: ubezpieczenie (opcja) jest instrumentem, który po zapłaceniu składki (premii) działa jednokierunkowo (pogorszenie sytuacji) na zasadach warunkowych (jeśli wystąpi zdarzenie opisane w OWU). Oczywiście o udowodnieniu powyższego w sądzie już wspominaliśmy... łatwo nie jest.
Nawet w USA trudno takie rzeczy udowodnić (ktoś też wspominał o USA), bo wyroki o których słyszymy z horrendalnymi odszkodowaniami w zdecydowanej większości przepadają w apelacji (ale media już o tym nie wspominają, bo nie ma sensacji).