Witam. Przed kupnem Priusa dużo czytałem gdzie się tylko dało. Był PriusChat, portale aukcyjne, filmiki na Youtube i było też to Forum. Auto już mam zarejestrowane, przejechane pierwsze 500 km i pora podzielić się doświadczeniami z zakupu i pierwszych jazd. Jeżeli ten post będzie wyglądał jak reklama pewnej firmy ze Świdnicy, to nic na to nie poradzę.
Ale do rzeczy. Dlaczego Prius? Ekologia nie była dominującym motywem. Zafascynowała mnie konstrukcja auta, a szczególnie to, czego w nim nie ma. Nie ma alternatora, nie ma sprzęgła, nie ma pasków klinowych, nie ma łańcucha rozrządu. Wszystkie elementy napędu są ze sobą sprzężone - czy to z pomocą planetarnych przekładni zębatych, czy połączeń elektromagnetycznych. Dlaczego to ważne? Bo nie ma luzów, które degradują każdy układ mechaniczny przenoszący duże obciążenia. W Priusie to naprawdę działa. Auto nie jest zdolne do szarpnięć. Nawet początkujący kierowca nie jest w stanie go zniszczyć, dopóki w coś nie wjedzie. Układowi napędowemu Priusa jest obojętne czy auto jedzie 130 km/h czy nieudolnie parkuje przez 20 minut. Tutaj nie pali się żadne sprzęgło i nie przegrzewa się źle chłodzony silnik, bo silnik przy parkowaniu po prostu się sam wyłącza.
Jak kupiłem mojego Priusa? Od jakiegoś czasu śledziłem na Facebooku konto Carforfriend. Jest to firma która zajmuje się importem aut z Niemiec. Moje rozumowanie było takie: Skoro firma działa od kilku lat i codziennie dodaje sympatyczne i dowcipne posty o swoich doświadczeniach w handlu samochodami, to na pewno nie jest to firma krzak. Nie da się sfałszować setek postów opatrzonych zdjęciami, połączonych w jedną logiczną całość. Kiedy już się naczytałem i byłem gotowy do kupna, wszystko potoczyło się bardzo szybko:
1. Poniedziałek. Wypełniłem specjalny formularz, o jakie auto mi chodzi i ile za nie chcę zapłacić. Na zakup nie chciałem przeznaczyć więcej niż 43 tys. (wliczając w to wszystko: transport, akcyzę, przegląd techniczny, tłumaczenia, badanie techniczne). Tego samego dnia dostałem pierwsze propozycje - były to zwykłe linki do aut z mobile.de. Nic specjalnego. Śledząc od miesiąca oba niemieckie portale potrafiłem nawet rozpoznać oferowane mi auta.
2. Wtorek. Kiedy odniosłem się do tych propozycji, potwierdzając, że właśnie o takie auto mi chodzi, z tym że to i tamto... pojawiła się prośba o wpłacenie 200 złotych na kontynuowanie dalszych poszukiwań. Zapłaciłem. Dostałem kolejne propozycje. Nie wszystkie były trafione. Kupno Priusa z hakiem holowniczym jest nieporozumieniem. Toyota wyraźnie nie zaleca montażu haka w tym modelu. Ostatecznie wybrałem jedną z propozycji. Poinformowano mnie, że Carforfriend przeprowadzi wstępną rozmowę z salonem Toyoty, w którym stało auto.
3. Środa. Rozmowa z salonem przebiegła pomyślnie, auto ma mieć wszystko w porządku. Jeżeli jestem nadal zainteresowany, będą oględziny.
4. Czwartek. Właściciel Carforfriend pojechał na oględziny auta do Erfurtu. Po oględzinach wysłał mi zdjęcia samochodu, opisał jego stan, opisał jazdę próbną i zapytał, czy kupuję. Samochód miał przejechane 97 tysięcy, rocznik 2009, dwóch właścicieli, bezwypadkowy, dwa kompletne kluczyki (dorobienie bardzo drogie!), jeździł w trybie EV (poprosiłem, żeby koniecznie sprawdzić). Niemiecki handlarz obniżył cenę (o 500 Euro!) tak, że wszytko zaczynało mieścić się w moim budżecie. Zdecydowałem, że kupuję. Zostałem poproszony o zrobienie przelewu na pełną kwotę 43600. Zrobiłem przelew. (Ja wiem, ze to ciężki moment i potem zapytałem właściciela Carforfriend, czy ludzie się nie boją. Potwierdził, że zdarza się i wtedy prosi o wpłatę części kwoty.) Carforfriend potwierdziło otrzymanie płatności. Niemiecki handlarz otrzymał zadatek. Zostałem poinformowany, że auto przyjedzie do Świdnicy na lawecie w przyszłym tygodniu we wtorek.
5 Środa next week. Był mały poślizg, bo przelew do wtorku nie dotarł do Niemca i kierowca lawety musiał zostać na noc w hotelu w Erfurcie. Ale auto jest już w Polsce. W czwartek mają go przygotowywać (badanie techniczne, pucowanie, tłumaczenia, akcyza). Do odbioru w piątek.
6. Piątek. Biorę z Krakowa Intercity do Wrocławia. Potem busik za 7 złotych i jestem w Świdnicy. Poznaję osobiście pana Jacka Fijołka - twórcę Carforfriend. Nie będę opisywał, jak miłe może być kupowanie auta, bo i tak mi nikt nie uwierzy. Instruktaż i jazda próbna (nigdy nie jeździłem automatem, a co dopiero hybrydą), parę podpisów i jestem wolny. Dostaje auto na komisowych, niemieckich rejestracjach, które mam potem odesłać do Carfrofriend. Nie pojadę autostradą, bo chcę się autem nacieszyć.
Rejestracja auta z dokumentami przygotowanym przez Carforfirends jest przyjemną formalnością. Zero problemów. Panie chodzą po pokojach, sprawdzają bazy danych i dostaję w końcu normalne tablice. Nie lubię wzbudzać sensacji w Priusie z niemieckimi blachami. Może teraz bardziej wtopię się w tłum?
Teraz wrażenia z jazdy przez Śląsk. Totalne zaskoczenie. Jadę przez Polskę i nie jestem spięty ani najeżony. Czuję się prawie jak na drogach szwedzkich. Próbuję analizować, skąd się bierze ten spokój. Czy dlatego, że w aucie jest tak cicho? A może dlatego, że zatrzymują mnie kolejne światła, zwalniam i widzę, że silnik już nie pracuje, za to bateria się ładuje? Zatrzymywanie się Priusem nie boli. Nie ma się tego wrażenia bezsensu przyspieszania i hamowania, łupania biegami. Potwierdza to wskaźnik średniego zużycia paliwa (zaraz po zatankowaniu skasowałem trip A i trip B). Spalanie stopniowo spada z 4,3 do 3,9. Nie jadę za wszelką cenę wolno. Chwilowo zdarza się i 130, ale nie lubię szaleć. Pozwalam sobie tylko na rondkach - do zakrętów zawsze miałem słabość. Prius radzi sobie z nimi świetnie (czy to koła 17"?). Żałuję tylko , że nie mam jak umocować lewarka, który na zakrętach z jednej strony bagażnika w drugą. Powinienem go włożyć do środka. Poza tym spokój. Ale próbuję też Power Mode i gaz do dechy. To zupełnie inna jazda. Silnik od razu się włącza i wchodzi na wysokie obroty. Huk straszny ale jest i efekt. To niebo a ziemia w porównaniu z moim starym dieslem - Astrą. Prędkości maksymalnej nie sprawdzam, bo mnie to nie interesuje. Za młodu zacierałem MZ-ki przy 140 i tego nic już nie przebije. Teraz na szaleństwa mam rower.