Dzień dobry, po przejrzeniu wątków dot. sprzęgła w Verso 1.8 postanowiłem napisać swoje doświadczenia i zapytać o Wasze. Verso 1.8 z 2013 r., 92 tys. przebiegu. Po 2h jazdy ekspresówką (nic nadzwyczajnego, żadnych szaleństw) po zjeździe na węźle i ruszeniu spod świateł jedynka, dwójka, i trójki już nie wrzuciłem - sprzęgło w podłodze. Dodam tylko, że żadnych problemów ze sprzęgłem nie miałem do tej pory. Ani nie twardniało, na dwójce i trójce ładnie auto szło, nic się nie ślizgało. Jedyne co mnie zaczęło zastanawiać to - od mniej więcej 2 lat - coraz gorzej wchodząca jedynka. Nie było to permanentne, ale od czasu do czasu, szczególnie przy odpaleniu i wrzucaniu biegu - haczenie. Po wysprzęgleniu, albo wrzuceniu dwójki już wchodziła elegancko. Doda od razu, że jak się zatrzymałem z tym wciśniętym w podłogę sprzęgłem, to po otworzeniu maski widziałem, że płynu trochę ubyło, choć był widoczny w zbiorniczku. Ale niestety przypuszczenia potwierdzili w ASO - wysprzęglik padł. Do tego twierdzą, że jak chlusnęło płynem, to sprzęgło też do wymiany. I tu uwaga "a jeżeli jeździł pan długo na ślizgającym się sprzęgle to może dojść jeszcze koło zamachowe". Problem w tym, że żadnego ślizgania nie czułem, ani ja, ani żona. A w nogach już mamy dobre kilkaset tys. km w benzynach z manualem. Więc nie wmówi mi, że nie czułem kończącego się sprzęgła. I teraz pytanie do orientujących się: Jak to możliwe, że taka awaria zdarzyła się bez zapowiedzi (przynajmniej w moim odczuciu), a dwa - czy to haczenie skrzyni mogło być jakimś zwiastunem problemów ze sprzęgłem, które skończyły się tak fatalnie?