To nie żadne kwiatki, to zwykła powszechnie stosowana praktyka.
Też tak uważam, to zabezpieczenie przed cwaniakami, którzy dzień po popsuciu się auta, pobiegną wykupić gwarancję, żeby następnego dnia zgłosić się do naprawy gwarancyjnej.
Wybacz ale bzdury za przeproszeniem piszesz.
Ta gwarancja to nie sam papier ale poprzedza je sprawdzenie samochodu.
Więc taka usterka zapewne zostanie wykryta i najpierw zaproponują naprawę bo gwarancji nie sprzedadzą.
Jeśli nie wykryją tej usterki to ich ryzyko. Dla potencjalnego cwaniaka wówczas te 30 dni to też może nie być problem - po prostu poczeka i zgłosi po tym czasie.
No i teraz pomyśl:
- jeśli wykupisz gwarancję relax w ostatnim dniu podstawowej gwarancji i auto zepsuje się dwa dni po tym terminie, to będziesz mógł od razu z niej skorzystać.
Natomiast jeśli kupisz relax dzień po terminie podstawowej to musisz czekać 30 dni bez ochrony mimo tego że auto przeszło dokładnie ten sam przegląd rozszerzony.
Nie widzę tu logiki i może ktoś ma jakieś pomysły?