Ech, do czego to doszło, że musimy prowadzić takie rozmowy...
Chyba ze mną jest coś nie tak, albo przesiąkłem za bardzo Kanadą, w której trochę czasu spędziłem, bo wciąż się dziwię.
Szczerze mówiąc - dla mnie, czekanie na samochód tygodniami, miesiącami czy latami jest poniżające. Jeżdżę Toyotami od dziesiątek lat, miałem już kilka modeli i widzę, jak - niestety - zmienia się firma, w mojej opinii idzie w szarość... obniża się poziom tak obsługi w salonach (pod względem merytorycznym, wiedzy sprzedawców, jakości i rzetelności kontaktów etc. - kiedyś byłem traktowany na zasadzie partnerstwa w transakcji kupna-sprzedaży, z którym rozmawiano merytorycznie, teraz - pomimo całej otoczki wyuczonej, sztucznej uprzejmości - petentem, który zamiast brać towar i cieszyć się, że ma, i to z "rabatem" i "prezentami" od firmy, ciągle przeszkadza, zadaje trudne pytania etc.) jak i jakości samochodów (wszystko piękne i błyszczące, ale z materiałów gorszej jakości, widać kreowanie gustów i popytu przez firmę, a nie wsłuchiwanie się w rzeczywiste potrzeby klienta i reagowanie na nie - choćby kanapy, które w Carinie E były fantastycznie wygodne, a teraz są za krótkie we wszystkich Toyotach) pakietów (mała kreatywność - kiedyś miałeś kilka pakietów, ale bez problemu mogłeś bardziej elastycznie "kreować" swój samochód, wybierając różne akcesoria z różnych pakietów i zestawiając swój samochód w bardziej zadowalający sposób). Ech, Toyoto, wciąż lubię Twoje produkty, ale rośniesz w pychę, która kiedyś może Ci zaszkodzić...
Ale może to ze mną jest coś nie tak. Może powinienem zamknąć ryj i grzecznie czekać na swoją kolej. Bo taki rynek. Bo taki popyt. Bo takie czasy. Bo tak trzeba. Bo wszyscy tak mają. Bo w dupie mi się przewraca i nie wiadomo czego zachciewa.
No, ok. Zamykam ryj, bo ulało mi się trochę goryczy.
Miłego dnia.