Czekając na Rawkę, z nudów tak sobie myślę...
... że najśmieszniejsze jest to, że Toyota jest uznawana za wzór sukcesów w sprawnym zarządzaniu, firma jest podawana jako przykład rewolucyjnych, efektywnych rozwiązań przez wiele poważnych publikacji z zarządzania. Sprawności w działaniu. Pan Taichi Ohno, który w Toyocie był twórcą tego systemu TPS (Tape Program System), olbrzymią wagę przykładał do wyeliminowania "marnotrawstwa", w którym to pojęciu mieściło się również pojęcie "czasu oczekiwana" - które początkowo dotyczyło produkcji, ale potem rozciągnięto je również na obsługę dostawy i obsługę. Potem wprowadzono model "4P" i tak dalej, i tak dalej. Toyota sama dobiera sobie kooperantów, w tym firmy przewozowe, ma z nimi umowy i zarządza tym bajzlem - jeśli któreś ogniwo się nie sprawdza, wymienia się go i dobiera lepsze, podpisuje się umowy z innymi kooperantami, którzy spełniają wymogi...
Patrząc, jak Toyota zarządza dostawami samochodów dla klientów, rozbawiło mnie, jak zobaczyłem, że ma w ofercie "Zarządzanie flotą pojazdów" dla dużych firm i korporacji, które dysponują dużym parkiem samochodowym idącym w setki czy tysiące. Gdybym miał taką firmę, pomyślał bym jedno: "Boże, uchowaj mnie od zarządzania moją flotą przez Toyotę - ona nie radzi sobie z zarządzaniem własnymi dostawami..."
I tak, z uśmiechem, dalej myślę sobie, że jak patrzę na to, co się dzieje, jak to wszystko wygląda w realu - z dostawą, traktowaniem klientów, poziomem obsługi etc vs. ideologia, system zarządzania itp Toyoty - nie mogę wierzyć, że kupuję samochód w Toyocie. Rozglądam się wokoło i ze zdziwieniem myślę: "nie, to niemożliwe, czy to na pewno Toyota?!" Miałem kilka Toyot, np. w latach 90-tych Carinę E, i od tamtej pory chłodnym okiem, bez emocji obserwuję, jak z jednej strony rośnie pycha firmy, a z drugiej wszystko obsuwa się w Toyocie jak po równi pochyłej w szarość - jakość samochodów, wiarygodność firmy, budowa relacji z klientem, kultura obsługi. Wszystko rozumiem, aktualne kłopoty z komponentami elektroniki, pandemia, światowe uwarunkowania, ekosrologia... ale od kogo, jak nie od Toyoty, firmy postrzeganej jako jedna z najlepszych na planecie pod względem zarządzania, powinno wymagać się ogarnięcia tego bajzlu w swoim obszarze i profesjonalizmu? A tu, o dziwo, wszystko w Toyocie przypomina czasy ponurego, siermiężnego PRL-u w Polsce, kiedy ludzie czekali na wszystko, śmiano im się w twarz, a kiedy "rzucili" do sklepu szary papier toaletowy, to ustawiały się gigantyczne kolejki. Tylko PRL się skończył, bo ktoś nie wytrzymał takiego traktowania. A tu, jak czytam na forum, większość grzecznie czeka, aż "łaskawca" rzuci papier toaletowy... Stoicy? (taki ponury żart...). Zaraz ktoś napisze: i co mam zrobić? przecież obiektywne przeszkody, sytuacja na rynku światowym, wszyscy tak mają, przepisy, i jeszcze inne takie pierdoły. Tia... Ja zachowuję się tak, jak klienci w innych krajach, w których trochę pomieszkiwałem - egzekwuję, co mogę, domagam się tego, do czego mam prawo, mówię głośno, to co widzę, tak w Toyocie, jak i wśród znajomych ludzi i firm. A jaki koń jest, każdy widzi. Nie myślałem, że jest tak, jak teraz widzę, kiedy składałem zamówienie. Ostatnią Toyotę kupowałem kilka lat temu, wtedy też nie było "rewelacji", ale nie było aż tak siermiężnie. Tak mnie trochę to wszystko negatywnie zaskoczyło. Szkoda, bo lubiłem tą firmę. Ok, i jeszcze ją trochę lubię, dlatego "wołka roboczego", czyli Ravkę, tu kupuję, bo towar jest w miarę jakościowy i przyzwoity, w porównaniu do innych takich produktów na rynku. Ale, Toyoto, nie idź dalej tą drogą...
Czekając na Rawkę, z nudów tak sobie myślę...