Podstawą ubezpieczycieli jest jedno. Pierwotny kosztorys to ich "średnie" ceny. Jeśli się na to zgadzamy, to faktycznie jest duże ryzyko, że koszty będą większe. Przy "samodzielnej" naprawie, bazują na braku faktur i podatku. Dlatego pierwsze propozycje trzeba przetrzymać i mocno zweryfikować, czy wszystko dodali do kosztów. Trzeba wybadać, aby jak najpóźniej podawać numer konta. Czemu, a no temu, że pomimo pod kosztorysem miejsca na podpis, zgodę. To oni mają 1mc na załatwienie sprawy, bo jak nie to ktoś ich dalej za to ściga. Takie info od lakiernika, co z takimi się rozlicza. Wszystko pięknie, kosztorys jest, ale ale nam coś nie pasi, tymczasem oni równo w 1mc od szkody przelew i z czapy. Dalej jak u mnie, brak jakiejkolwiek reakcji, odpowiadania. Padł tekst jeśli więcej to tylko po fa. Za szybko też nie warto im odpowiadać, bo odwrotnie mają aż 30 dni na odpowiedź. Mi taką beznadzieję robili, że wysłałem fa z ASO i na infolinii info 14 dni, a czekałem miesiąc i od likwidatora, nie mamy 30 dni na reklamacje. To celowo tak, by z braku odpowiedzi wytworzyć wrażenie beznadziejne. Jedni po pierwotnym kosztorysie się zgodzą z braku czasu, inni po braku odpowiadania odpuszczą. Ja nie popuściłem i dalej zaproponowali ugodę, ale ucięli auto zastępcze, nie zgodziłem się i dopłacili za to.
W moim przypadku np. nie policzyli:
Zakupu plastikowej listwy ochronnej drzwi. A niestety to tylko w ASO i można najmniej kupić dwie na stronę, praktycznie w cenie czterech. Celowa zagrywka, w ASO przeklejanie starej, czy nowa to ten sam koszt i kleją nowe. Oczywiście można wymienić jakoś taśmę 3M, ale wedle lakiernika to nie to samo co ori, a u ubezpieczyciela pisze " do stanu z przed szkody". Listwa była cała, ale do malowania całych drzwi do zwalenia.
Zakupu foli ochronnej na rant błotnika za tylnymi drzwiami. Tu już nie ma jak cudować, nowe tylko w ASO i 180pln.
Nie policzyli naprawy felgi. Kolo zderzakiem przerysował czoło felgi. Felga pomiędzy palcami była już mocnawo skorodowana z odchodzącym lakierem i uznali, że 55pln wystarczy chyba na spray, albo wulkanizatora i wyważenie od nowa. Wcale nie brali pod uwagę lakierowania felgi, gdzie proces proszkowy przewiduje tylko malowanie całości. Pytałem o ich proces naprawy poprawnej samego czoła felgi, nie podali. A odpisywali felga sprawna technicznie i ok. Odpisałem im, że skoro autem mogę jeździć, to też nic się nie stało. Z jednej przewidują na pierdołę na rancie, rozbieranie całych drzwi do malowania w całości, a z drugiej nie widzą, że felga musi być cała odmalowana, bo inaczej się nie da. Dalej po info z warsztatu od felg, trzymają 5 dni. A oni, że to powinno trwać 1 dzień. Wcale nie interesują się, że piec ma swoją ilość miejsc i w warsztacie przygotowują wsad i to też trwa, a dopiero uruchamiają piec pełny. Bezczelnie liczą tak, jakby ktoś w 1 dzień naprawiał tylko moją felgę i uruchomił piec na prawie pusto.
Co jeszcze, przewidzieli 3 dni na naprawę. Ja nie mam drugich felg, a o dojazdówce nie musiałem wspominać. Nie raczyli zauważyć, że mało prawdopodobne jest, aby w tym czasie zgrać naprawę auta i jednocześnie felgi. Mało kto siedzi na stołku i czeka na klienta. Określili koszt lakiernika na 85pln/1h.
Jakie mam wnioski, nie zgadzać się na kwoty od sprawcy, bo zasadniczo nikt tyle nie da, co ubezpieczyciel poniesie. W większości nie mamy rozeznania w kosztach, a i na spokojnie łatwiej ocenić ich zakres. Zasadniczo oceny na gorąco, zawsze są niższe, lub sporo niższe niż faktycznie wyjdzie. Jeśli mamy sporą pewność o swojej niewinności, to wezwanie policji zamyka komukolwiek drogę do polemizowania. Przyswoić sobie, że trzeba zweryfikować dobrze ich kosztorys, najlepiej z lakiernikiem, który z ubezpieczycielami się układa papierowo. On będzie wiedział, czy dobrze liczą i czy wszystko. Ugodę też trzeba dokładnie przeczytać. Warto, a nawet trzeba się upierać na więcej, bo początkowo ich kwoty kpią w oczy. Jednak chyba tylko po naprawie w ASO, gdzie powymieniają dużo na nowe, można liczyć na powrót do stanu z przed szkody. Sama grubość lakieru, w dalszym czasie może powodować konieczności tłumaczenia się kolejnemu nabywcy. To od warsztatu zależy, czy robiąc jedno nie pogorszą niczego gdzie indziej.
Jeszcze jedna refleksja. Przy braku reakcji ubezpieczyciela, chciałem sprzedać szkodę innej firmie z dopłatą. Okazało się, że wiele firm odmawiało, z powodu tego, że ubezpieczyciel tak naprawdę jest firmą zagraniczną i musieli by się sądzić na prawach z tamtego kraju, Lubliana. Lakiernik mi powiedział więcej, jeśli kwota była by duża, to wszyscy by się podjęli, a że mała to olewali.
Ja nie odpuściłem, postraszyłem opcją z fakturami, a w ostateczności ASO, gdzie koszty wzrosną zasadniczo. Dodali w ugodzie prawie 1.5k i koniec.