Cześć,
(post jest dość długi, ale na końcu macie wnioski i podsumowanie)Eksperymentów etap drugi. Zrobiło się ciekawie. Ale po kolei:
Udało mi się zdobyć zużyty akumulator, do tego 6-15 omowe oporniki z mocą do 50W w roli obciążenia. Zgodnie z sugestiami rozładowywałem akumulator do bardzo niskich poziomów. Tak wygląda proces włączenia boostera:

Pozostałe pomiary tutaj:
https://imgur.com/a/RMpYadwJak widać, niezależnie od napięcia akumulatora (napięcia spoczynkowe od 4-8V), nic się złego nie dzieje. Pomiar przy 4V wymagał ręcznej aktywacji boostera, mimo że wg instrukcji automatyka ma działać od 2V. To akurat bez większego znaczenia.
Postanowiłem jednak zasymulować nieco bardziej skomplikowany układ, który byłby bliższy realnemu samochodowi, gdzie punkty do doładowania znajdują się pod maską, a akumulator w bagażniku. W roli symulatora wystąpiły, grube, solidne, półtorametrowe kable rozruchowe. Mierzyłem w dwóch punktach: żółty przebieg to bieguny akumulatora, a niebieski - żabki boostera. I coś się zaczyna dziać:

Niby tylko 13 voltów, ale te niebieskie szpileczki są podejrzane. Męcząc temat okazało się, że krytycznym momentem jest nie tyle włączanie boostera, co jego wyłączanie! Ale niestety - w elektrycznym rozumieniu o chodzi o nagły spadek napięcia i takie "wyłączanie" następuje kilkukrotnie nawet w momencie uruchomienia boostera. Zjawisko ma nazwę "inductive kickback" - niestety nie znam dobrego polskiego odpowiednika.
Przebiegi z oscyloskopu są nieubłagane:



Niezależnie, czy nagły spadek napięcia wynika z pracy boostera (jest tam przekaźnik, który co jakiś czas robi przerwę w ładowaniu), czy wyłączenia go przyciskiem, czy też spadnięcia zacisku z akumulatora - piki się zawsze zdarzają.
Tutaj przyszedł czas na sprawdzenie, czy nie uszkodził się booster lub inny element eksperymentu. Podłączyłem ponownie booster bezpośrednio do akumulatora (bez pośrednictwa długich kabli). Wszystko wróciło do normy:

Wiedząc, że idę w dobrym kierunku sprawdzam, co by było, gdyby akumulator był w miarę naładowany i nieobciążony?

19,5V! Mamy nowy rekord toru. Wyjaśnienie jest proste - przy naładowanym akumulatorze pik ma taką samą ilość energii, a zaczyna się na wyższym pułapie.
Teraz, skoro mamy już zidentyfikowane zjawisko, sprawdzam, czy można je naprawić. Na wyjściu boostera zapinam najzwyklejszy elektrolityczny kondensator 100uF.
Sytuacja przed:

I po:

Jak widać, dodanie kosztujacego mniej niż złotówkę elementu niemal niweluje problem.
Podsumowanie:- Booster sam z siebie nie powoduje przepięć, ale powstają one przy podłączeniu go dłuższą drogą do akumulatora. Zatem jeśli podłączasz go fizycznie, krótkimi kabelkami do akumulatora, to w ogóle nie masz się o co martwić.
- Piki powstające przez indukcję w czasie nagłych spadków napięcia osiągają do 20V. Są jednak bardzo krótkie (milionowe części sekundy!) i niosą za sobą bardzo małą energię. Nie wiem, czy są w stanie zaszkodzić elektronice samochodu - to zależy jak oszczędnie podeszli inżynierowie do jej projektowania. Póki co wykluczyć tego jednak nie mogę.
- Poziom rozładowania akumulatora 12V, wbrew wcześniejszym sugestiom, nie ma znaczenia (a nawet działa korzystnie ze względu na niższy pułap startu).
Podobnie bez znaczenia jest aktualne obciążenie układu (przynajmniej w zakresach 0-4A, bo tyle byłem w stanie uzyskać). - Dodanie kondensatora blisko boostera załatwia problem. Po zakończeniu zabaw rozważam wlutowanie go sobie na stałe w obudowie urządzenia.
- Wszysto to eksperymenty na stole (i podłodze), bez udziału samochodu i konkretnym egzemplarzu boostera. "Your milage may differ".
Plany na przyszłość: testy z realną instalacją samochodu.