To przykre, że tyle czekasz. Mam nadzieję, że odbierzesz jak najprędzej.
Moje doświadczenia są w skrócie takie: kiedy przyszedłem do salonu Toyoty i powiedziałem dokładnie, co chcę, sprzedawca "pogrzebał" w komputerze i powiedział, że znakomicie się składa, bo właśnie płynie do Europy partia dokładnie takich, jak chciałem, samochodów. Był również wśród nich nie zaklepany przez nikogo "mój" kolor. Uzgodniliśmy co i jak, za 1,5 miesiąca miał być do odbioru w salonie. Zaliczka 5 TPLN i czekam. W następnym miesiącu auto było już w Mszczonowie, tylko... nie miał go kto przywieźć do dealera. Coś nie tak było z logistyką TCE i firmami przewozowymi. Stał w Mszczonowie koło 3 tygodni, zanim wreszcie przybył do dealera. I tutaj znów przestój. Zgodnie z tłumaczeniem salonu jacyś pracownicy byli chorzy itd. W rozmowach zorientowałem się, że sprzedaż ma swoje cele, chce szybko wydać, natomiast serwis, który przygotowuje samochód do odbioru, swoje - sprzedaży zależy na wydaniu jak najszybszym, a dla serwisu, który np. montuje BLE i różne dodatki, przygotowanie samochodu do wydania to mało ważny, niższy priorytet - tak było przynajmniej w tym salonie. "Siedziałem im więc na głowie", dzwoniąc już tylko do szefa sprzedaży lub szefa salonu z pominięciem szeregowego sprzedawcy i po może 2-3 tygodniach auto było do odbioru. Jakiś miesiąc po deklarowanym w umowie wstępnej terminie (co nie omieszkałem im wytykać, że to z ich winy), więc czekałem w sumie ok. 2,5 miesiąca. W zamian za opóźnienie dostałem gratis różne dodatki, w tym np. komplet kół zimowych, jakieś tam dywaniki gumowe do wnętrza i bagażnika, nakładki na progi, i inne duperele, dokument na bezpłatny przegląd, butelkę wina z przeprosinami itp. Przy odbiorze dostałem 1 "pastylkę" BLE, co mnie rozśmieszyło; kazałem im to wpisać do protokołu, potem szybko mail do TCE i po pewnym czasie telefon z salonu, żebym przyjechał po drugą pastylkę. I tyle. Od tamtej pory użytkuję samochodzinę. Wiedziałem dokładnie, co kupuję, więc dla mnie jest ona ok.