Cześć.
Od kilku tygodni zmagam się z problemem skaczącego napięcia. Zaczęło się od tego że gazownik podczas cyklicznego przeglądu zwrócił mi uwagę że podczas jazdy napięcie spada do poziomu 12V i że to może być powodem występującego nieregularnie falowania obrotów (albo raczej ich spadku do poziomu bliskiego zgaśnięcia silnika). Zacząłem temat monitorować - zapiąłem do gniazda zapalniczki prosty miernik napięcia (taki z Temu), który co prawda może nie pokazuje precyzyjnie wartości (na pewno ma pewien błąd) ale przynajmniej widać na nim wahania napięcia. I faktycznie, było tak jak mówił gazownik - czasem podczas jazdy napięcie spadało do poziomu 12,1 V i generalnie skakało od tej wartości do 13,7 a nawet 14,5 i potem znowu spadało. Lokalny mechanik postawił na regulator napięcia i wymienił go, nota bene razem z całym alternatorem. Nie pomogło, dalej problem występował. Pojechałem do ASO i zreferowałem im sprawę + wszystkie moje obserwacje, m.in. że jak już zaobserwuję spadek napięcia, to w momencie kiedy zdejmę nogę z gazu to napięcie leci do wartości 14,5V. I ten objaw jest regularny. Czasem zdarza się że całą trasę z domu do pracy (ok. 26 km) przejadę ze wskazaniami napięcia na poziomie 14,2V i jest git. a czasem od wyjazdu z garażu skoki występują i tak całą trasę. Mierzyłem napięcie na akumulatorze przy wyłączonym silniku - 12,55 V. Przy włączonym - 14,1V (to mierzyłem już regularnym multimetrem).
Myślałem że to może rezystor od pedału gazu, ale po ustawieniu tempomatu i zdjęciu nogi z gazu problem nadal występował.
Wracając do ASO - zrobili jakieś testy ładowania, obciążenia, itp. i uznali że wszystko jest w porządku, tylko że ich zdaniem instalacja gazowa (nawet kiedy jadę na benzynie) pobiera duży prąd, na poziomie 0.4 ampera. Wyjęli bezpiecznik od instalacji i pobór prądu spadł do 0,13A, wiec uznali że to to i mam pogadać z gazownikiem. Tyle tylko ze nie przejechali się tym wozem, więc jak od nich wyjechałem, to problem momentalnie powrócił. Powiedzieli mi że ich zdaniem wszystko jest w porządku, że jak mam wątpliwości to mam sobie pociągnąć kable od akumulatora do multimetru w kabinie i mierzyć napięcie podczas jazdy, bo oni uważają że wszystko jest OK. Prawda jest taka że auto odpala bez problemu, spadki napięcia nie przekładają się na szarpanie czy gaśnięcie. Ale akumulator jest ewidentnie niedoładowany, bo jak go w poniedziałek podpiąłem pod prostownik to pokazał że jest w połowie naładowany. A ja codziennie robię ponad 50 km z domu do pracy i z powrotem, więc teoretycznie powinien być naładowany. Aku był sprawdzany w dwóch miejscach - w sklepie z akumulatorami i w ASO i wszędzie twierdzą że jest OK (to jest aku z października 2021).
Wybaczcie proszę ten przydługi opis, ale chciałem zawrzeć wszystkie szczegóły. Ktoś z Was ma może pomysł co może być nie halo?