Witajcie,
mój problem z ciśnienie w oponach zaczął się podczas wypadu w góry małe górki ale kilka wzniesień było...
jadąc autostradą prawym cieżarówkowym pasem jak wpadłem w dziurę to tak jebło z przodu że aż się wystraszyłem to była sobota i w ten dzień nie było nic....
na zajutrz w niedziele zaświeciła się żółta kontrolka od ciśnienia opon zajechałem na stacje i dopompowałem wszystkie cztery do 2.30 bara na ciepłych oponach i było OK.
w poniedziałek zauważyłem że ciśnienie zaczeło dziwnie spadać już nie pamiętam ile ale 2.10 na zimnych kołach więc pojechałem sprawdzić do wulkanizatora czy aby nie uszkodziłem felg na tej dziurze.
ten sprawdził wszystko i z felgami jest wszystko ok , sprawdzał wodą na rant felgi czy nie wydobywa się powietrze i organoleptycznie dokładnie wymacał z przodu felgi , czy nie ma wybrzuszeń i ewentualnej dziury...
Dopompował do 2.40 opony były na bank ciepłe. Kiedy wróciłem do domu sprawdziłem moim manometrem było równiutko 2.4 na każdej oponie, ale były one na ciepło mierzone.
teraz po trzech dniach walki z manomentrem i mierzenia rano i na wieczór.... dzieją się cuda bo gdy mierze to z przodu mam 2.0 bara jak z lewej i prawej. na zimno
z tyłu ! słuchajcie tego z prawej 2.2 bara zaś z lewej 1.9 bara , niewiem co o tym myśleć i co dalej robić , będe musiał w końcu dopompowac te opony bo 2 bary są nie akceptowalne ,
ale dlaczego takie spadki są ?! czy aby w tej co jest 1.9 niema żadnych dziury ? dlaczego ta tylna z prawej trzyma powietrze i jest 2.20 na zimno.
czekam na wasze pomysły... i pozdrawiam serdecznie .