widze, że w tym towarzxystwie jestem "młodziak", ale się wypowiem
Moja Toya na dniach przeskoczy 150 tys. - na piątek jestem umówiony do mechanika - wymiana amorów z tyłu (KYB), pasek rozrządu i olej (jeżdże na Castrolu RS 10 w60). W zeszłym tygodniu wymieniłem kable WN (ciekawostka - moja Toya to E11, silnik 4EFE, ale kable są z modelu E10 - mój egzemplarz to akurat początek produkcji E11, i widocznie takie składaki dawali na nasz rynek).
Samochód kupiłem w 2002 roku z przebiegiem 88 tys, przy 98 tys, założyłem gaz (instalacja mieszalnikowa z komputerkiem).
Usterki: zaraz po zakupie zauważyłem, że nie działa mi siłownik od tylnych prawych drzwi - centralka była dokadana po zakupie (ale w ASO), więc nie uznaję tego jako wina Toyoty, wypalone mocowania przy śrubach osłony kolektora - dzwoniło niemiłosiernie, koszt - 100 zł w ASO, i........ awaria zamka przedniej klapy - tu był cyrk - nie mogłem klapy zamknąć. Okazało się, że sprężyna jest tak wyciągnięta, że nie dociąga zamknięcia - pomogło skrócenie sprężyny (we własnym zakresie

). Poza tym eksploatacja - z czego najwięcej dostaje zawieszenie - łącznik stabilizatora, gumy stabilizatorów, teraz czas na amory. Ogólnie jednak OK, na gazie chodzi jak złoto - przy sprawnych świecach i kablach ubytek mocy jest niezauważalny. Co do świec - kiedyś w ASO władowali mi jakieś dziwne (NIPPON czy coś takiego) - samochód jeździł coraz gorzej, po 12 tys. sprawdziłem świece - były wypalone na maxa, nie dam się namówić na inne niż NGK. Co do serwisowania w ASO - są plusy i minusy - ja jeździłem do ASO, dopóki nie porozmawiałem z kilkoma znajomymi z Toyoty. Pukali się w głowę.... Jedna wielka zaleta ASO - na wszystko masz rachunki i ewentualne reklamacje łatwiej wydębić..