Trochęczasu zajęło, zanim doczekałam sięna wasze odpowiedzi, ale czasu nie marnowałam.
Na początek przepraszam za lakoniczne odpowiedzi na temat oleju itp.
A więć tak:
problem w tym samochodzie nie dotyczy rzeczy oczywistej, bo trwa niezmiennie od 8 lat (wcześniej jeździł nią mój ojciec) i wszystkie typowe części, które są zepsute, po prostu by wypadły lub uniemożliwiły normalną jazdę. To jest jakieś małe gówienko, które postanowiło zatruć mi życie. A te trzy problemy, które wymieniłam zaczynając wątek, to jest w sumie jeden problem rozbity na elementy dla ułatwienia rozwiązania zagadki.
1. do Perzana:
- oleju nie bierze i wymieniam go średnio co 18 000
- zaworów nie ustawiałam, bo w ostatniego posta wkradł siębłąd - ustawianie przy 230 000
- ciśnienie na cylindrach - I i II - 10,5, III i IV - 11,5
2. do Kryspina
- ponieważ sama zajmujęsięnaprawami w samochodzie (tak mnie tatuś wychował) złącze diagnostyczne mam opracowane do perfekcji (przynajmniej w kwestii silnika i hamulcy) - błędów jak zwykle brak
- bendix sprawdzę, ale nawet jak jest zimno i mokro, czasem odpala normalnie, a czasem strajkuje
- pali całkiem przystępnie - nigdy więcej niż 7,5, zarówno podczas jazdy na trasie jak i w mieście
- i poproszęo namiary na toyotowego zboczeńca
PS. Nikt nigdy nie nazwał mnie kobietką, to miłe
3. do Gruszka
- byłam w zeszłym tygodniu na diagnostyce w Toyota Chodzeń, gdzie nie znaleźli dokładnie nic oprócz kasy w mojej kieszeni, przy okazji sprawdzili zawory, silnik krokowy i przepustnicę
4. do wszystkich trzech
jeden facet uświadomił mnie, że mam zapowietrzony układ paliwowy (po odkręceniu korka wlewowego bak ssie powietrze jak szalony), co poważnie może zamulać moją zabaweczkę. A jest to możlie, bo samochód jest po dachowaniu, a przez te 8 lat ani ja ani ojciec tam nie grzebaliśmy
A na koniec dowcip z życia wzięty, seria: wiejscy mechanicy. Ponieważ jestem konserwatorem zabytków i na ogół do końca grudnia ganiam moją toyotkępo przeróżnych dziurach Polski, ciśnienie na cylindrach sprawdzała u mechanika w małej wiosce Wojcieszków. Kiedy przyszłam po samochód pan pokazał mi moje świece leżące na stole i powiedział: "Muszępani powiedzieć, że ma pani strasznie gówniane świece". Ja pytam:"Przepalone?". On na to: "Nie, ch..owe, bo jakieś Denso. Kupi se pani normalne NGK, jutro pani przywiozę". Na odpowiedź, że to [cenzura] fajne platynowe świece mruknął coś pod nosem, że sięnie znam. A wkręcił mi je tak, że musiałam to zrobić sama.