Zatem co następuje:
Podłączyłem alternator w warunkach domowych do akumulatora:
"+" na zacisk B (nakrętka 10mm)
"+" na regulator ładowania do zacisków S, IG
____|______|______
| |
| | | | |
| S| IG | L | |
|___________________|
L to zacisk kontrolki ładowania (nie podłączałem)
"-" masa
Słychać było lekkie burczenie-bzyczenie z alternatora, koło pasowe nie stawiało żadnego oporu podczas próby obrotu.
Zwarłem zgodnie z manualem zacisk "F" do masy - co daje nam pełne 12V na uzwojenie wzbudzania - czyli wirnik. W tym momencie popłynął potężny prąd przez moją "zworkę" - przewód się bardzo zagrzał (przekrój taki jak w kablach zasilających pralkę itp), czyli popłynął niemal prąd zwarcia. Oczywiście odruchowo i poparzeniowo

odłączyłem go po około sekundzie. Mocno zagrzał się regulator i ... alternator zaczął pracować poprawnie - prawidłowa reakcja koła pasowego na obrót (opór), brak ładowania (oporu koła pasowego) po osiągnięciu powyżej 14,4V na akumulatorze.
Rano powtórzyłem test, oczywiście przy podłączaniu "F" do masy nic niepokojącego się już nie działo.
Wnioski:
Uszkodzony jest albo wirnik albo regulator ładowania, któryś z nich miał zwarcie. Kiedy popłynął tak duży prąd, albo w wirniku coś się "upaliło" i uzwojenie odzyskało swoją prawidłową rezystancję (i sądzę że to jest bardziej prawdopodobne), albo w regulatorze napięcia coś się upaliło-zespawało i zaczął prawidłowo sterować napięciem na wirniku.
Obecnie alternator jest znów w aucie, przejechałem około 50km i jak dotąd działa poprawnie, ale sądzę że nie mogę mieć do niego większego zaufania.
Pozdrawiam