Bo jest jakieś durne, powszechne przekonanie, że "paaaaanie, powyżej 100kkm to już tylko minerał". Do tego wielu ludzi uważa minerał za anidotum na wszelkie dolegliwości silnikowe, stukanie, brak kompresji, itp.
Wielu kupiło auto, już zalane minerałem, i miało obawy przed powrotem do półsyntetyka. Podobnie jak ja - kupiłem zalane 10W40 przy 183kkm, i przy półsyntetyku pozostałem, nie tyle z obaw przed zalaniem syntetyka, o ile z czystej ekonomii. Gdybym zmieniał olej raz-dwa razy w roku, to lałbym syntetyk bez bólu. Jednak przy wymianach co półtora-dwa miesiące trochę nieekonomiczne to dla mnie.
Obecnie mam 354kkm, i jakoś ani mi auto oleju nie bierze, ani nie stuka, kompresję ma poprawną...
Za przykład postawmy "Camry 2.2", który ma ponad 400kkm i leje syntetyk 5W50.
Jeśli ktoś boi się przejścia z minerału 15W40 na półsyntetyk 10W40, to już tylko jego sprawa, jednak zawsze może kupić półsyntetyk 15W40, chociażby Motula, i nie katować silnika minerałem...
pzdr