Jeśli chodzi o Toyotkę z roku 2002, sprzedawca jest trochę dziwny, robi wrażenie niezorientowanego, albo udaje. Co do ksenonów to też myślę ze sprzedający coś pomieszał w ogłoszeniu i że to raczej przeciwmgielne, co do ilości poduszek to pewnie chodziło mu o cztery. Sprzedający zachowuje się tak, jakby przypadkiem sprowadził samochód i pierwszy raz w życiu sprzedawał. Z głosu wydaje mi się, że to jakiś starszy pan po 50stce.
Jeśli chodzi o Toyotkę z roku 2005, to z tego, co wiem jest polizingowa i odsprzedana pracownikowi, który chce na tym (szybko?) zarobić, ale fakt faktem też się obawiam, czy nie jest ona po jakimś wypadku, bo jeśli chce zarobić to, czemu "tak mało?".
Abstrahując od tych dwóch egzemplarzy to pytanie zmierza do tego, która wersja jest lepsza. Nie chcę iść za jakimiś emocjami, które nie są miarodajne typu, "japońce" są zawsze lepsze niż "turki", albo ten jest ładniejszy, a tamten ma brzydszą budę, lepiej kupowac nowsze niż starsze etc.
Najciekawsze opinie byłyby tych osób, które dziwnym trafem miały okazję np. przesiąść się ze starego modelu na nowy i mają już przejechane więcej niż 50 tys km. Auto będzie przeznaczone do jazdy rodzinnej, zazwyczaj po mieście, czasem poza miasto tak do około 120 km w obie strony, no i oczywiście na wakacje. Czasami będzie wykorzystywane po to by przewieźć np. jakiś kupiony większy mebel etc..
Niestety "Japończyków" kupionych w polskim salonie jest mało na rynku, praktycznie wcale, więc trudniej o wiarygodnego sprzedawcę, a ja jakoś pewniej się czuje, gdy kupuje auto, które jest z Polski, a wy jak na to patrzycie?
Zastanawiają mnie fakty, czy rzeczywiście zasadą jest, że "japończyk" będzie mimo wieku dłużej służył. Czy zasadą jest, że w "turku" to wszystko się sypię, bo to nie to samo wykonanie, a może, jak to zwykle bywa, jest to kwestia przypadku i trafienia na model. Zastanawia mnie też np. spalanie, wygląda na to że nie ma różnicy mimo, że nowszy jest cięższy. Czy też np. ilość schowków, tak ogromna w "japońskim" aucie jest rzeczywiście wygodna i wykorzystywana, bo w "turku" są podobno tylko 3 klasyczne schowki. Kolejny element to wygoda foteli, bo zastosowano inne rozwiązanie technologiczne. W "japońskim" tylny środkowy fotel to stoliczek, ale czy zdaje egzamin? W "japońskim" są foteliki dziecięce, ale czy przez to nie są mniej wygodne dla dorosłych. Zastosowano też inne koła w japońcu 15 calowe w turku 16 calowe, co to daje oprócz wyglądu i większej ceny za gumę, czy alufelgę? Czy są jeszcze jakieś istotne różnice?
Jak to jest też z silnikami benzyna, diesel, gaz wykluczam jakoś nie jestem do niego przekonany uważam, że to pozorna oszczędność(?). Nie jestem rajdowcem, więc silnik nie musi mieć kopa, ale niech ma moc do wjechania pod, góre, ale myślę, że tutaj nie ma tego typu problemu. Jak z usterkowością, silników? Przez moment wykluczyłem diesle, bo podobno częściej padają, jeśli wleje sie gorszą ropę, choć w sumie nigdy na paliwie nie oszczędzałem i albo shell albo orlen, ale czy polskim stacją można wierzyć?

Co do oszczędzania to skoro ropa to mniej pali, ale ubezpieczenie droższe i podobno częściej przeglądy.
Podsumowując, pewnie nie kupię żadnego z tych wyżej opisanych egzemplarzy, bo chyba rzeczywiście śmierdzą, a zakup przesunę w czasie, byle się wyrobić do czerwca, 2009. Kiedy to już na 100% muszę mieć większy samochód. Nie zmienia to faktu, że nadal nie wiem Czy to jeden kij i tak naprawdę po prostu kupić najdroższy, na jakiego mnie stać i nie ważne czy to Verso jedynka, czy dwójka, czy to benzyna czy diesel, czy pojemność większa, czy mniejsza i kierować się przede wszystkim przebiegiem i tym by samochód był cały.